terça-feira, 14 de setembro de 2010

Kwestia emigracji w Polsce. Szawleski.

Dr. Mieczysław Szawleski.

KWESTJA EMIGRACJI W POLSCE

Nakładem Polskiego Towarzystwa Emigracyjnego – Warszawa 1927.

PRZEDMOWA
Wśród licznych kwesrtji i trosk, jakie życie społeczne wy­łania w niepodległej Rzeczypospolitej, z coraz większą siłą na czoło zagadnień wysuwa się problem emigracji Zawiódł opty­mizm wyhodowany po wojnie, iż emigracja we własnem pań­stwie należeć będzie do przebrzmiałych zjawisk historycznych. Analiza współczesnego życia gospodarczego kraju i badanie nastrojów społecznych stwierdzają, że emigracja, która od prze­szło pół wieku była na ziemiach polskich zjawiskiem żywiołowem, pozostanie na długie jeszcze lata ujściem dla zbędnych rąk roboczych. Emigracja według coraz liczniejszej opinji ma być wentylem na rosnące niedomagania społczne. Z po­wojenną dezorganizacją gospodarczą świata problem emigracji uległ niezwykłemu skomplikowaniu. Otwiera się zatem szero­kie pole do studjów, które w Rzeczypospolitej stoją jeszcze na stosunkowo niskim poziomie, mimo, że Polska należy do kra­jów o najsilniejszym nurcie wychodźczym, który piątą część na­rodu porwał już zagranicę.
Polskie Towarzystwo Emigracyjne, powołane do życia w celu roztoczenia społecznej opieki nad tą częścią narodu, któ­ra szukać musi chleba poza granicami własnego państwa, jako jeden z punktów (5) swego programu, postanowiło sobie bada­nie zagadnień naukowych, związanych z wychodźtwem, oraz stworzenie Instytutu Emigracyjnego dla studjów nad aktualną konjunkturą emigracyjną. Przed zrealizowaniem tych planów, które wymagają sporo czasu i nakładu pieniężnego, Towarzy­stwo przystąpiło do wydawania drukiem prac poświęconych emigracji.
Z tej przewodniej myśli powstała mniejsza. praca. - Towa­rzystwo dowiedziawszy się, że Dr. Mieczysław Szawleski pod­jął się w b. roku wykładów o emigracji w Szkole Nauk Politycz­nych, zwróciło się do autora z prośbą o opracowanie wykładów do użytku książkowego. Aiitor, jako wice - konsul Rzeczypo­spolitej1 w Nowym Jorku, dał już społeczeństwu polskiemu wy­czerpującą i głęboko przemyślaną pracę o naszem 3 miljonowem wychodźtwie w Stanach Zjednoczonych. Współcześnie, jako kierownik Biura Ekonomicznego Banku Polskiego, daje rękojmię, że łącząc doświadczenie praktyczne z wiedzą gospo­darczą kraju, ujmie kwestję wychodźtwa w Polsce z właściwej gospodarczej strony i potrafi dla tego zagadnienia pozyskać większą niż dotychczas uwagę i współpracę  połeczeństwa.
Polskie Towarzystwo Emigracyjne.
WSTĘ P.
Emigracja, to zagadnienie nabierające w Polsce coraz większej prężności, czego . probieżem staje się współczesny rozstrój stosunków społecznych, liczba bezrobotnych i przelu­dnienie wsi polskiej. Budzą się zatem siły społeczne, które już znalazły lub szukają ujścia zagranicą. W każdej dziedzinie ży­cia społecznego czy technicznego, postulatem polityki czy tech-nologji, jest ujęcie budzących się sił we właściwe łożysko, aby się nie rozpraszały i nie marnowały. Tę myśl w dziedzinie emi­gracji stawia sobie na celu niniejsza praca. Przed przystąpie­niem do próby sformułowania polityki emigracyjnej, wyłania się potrzeba omówienia pewnych pojęć wstępnych, któremi w toku rozważań będziemy się posługiwać, oraz ustalenia pro­gramu, w ramach którego potoczy się dyskusja.
Na czoło wysuwa się pytanie, jaka treść mieści się pod pojęciem polityka emigracyjna. Polityką w ogólnem znaczeniu nazywamy działalność, zmierzającą do osiągnięcia w przyszłoś­ci pewnego celu. Istotą zatem polityki jest celowa działalność na przyszłość. Z tego zastrzeżenia, że polityka jest sztuką pa­trzenia w przyszłość, wynikają dwie  konsekwencje.
Pierwsza konsekwencja ustala ramy dyskusji w tym du­chu, że należy zwracać główną uwagę na zagadnienie wychodź­twa w dobie współczesnej i dążyć do zebrania horoskopów dalszego kształtowania się wychodźtwa w przyszłości. Nato­miast ku przeszłości, ku historji, jako' matce nauk, należy się zwracać w tym celu, aby z niej czerpać doświadczenie na przy­szłość, a więc przedewszystkiem, aby poznać przyczyny, które skłoniły nadmierną ilość narodu polskiego do szukania zarobku zagranicą. Stąd automatycznie wysuwa się potrzeba dalszych studjów, czy przyczyny te nadal istnieją, względnie jakie po­budki gospodarczej i psychologicznej natury w nastrojach wy­chodźczych współcześnie grają rolę.
To zadanie ułatwia druga konsekwencja polityki, jako sztuki patrzenia w_przy_szł^ść. Podmiotem, a więc realizatorem polityki, może być organizacja, mająca zapewnione warunki długiego istnienia w przyszłości, a więc przedewszystskiem państwo. Państwo jest organem, realizującym aspiracje poli­tyczne i interesy materjalne narodu.

-6-
Dzisiaj, mając własne pań­stwo, posiadamy organizację i środki do zrealizowania bodaj części naszych postulatów w dziedzinie emigracji. W innem po­łożeniu byliśmy w okresie przedwojennym. Przed wojną spo­łeczeństwo polskie zdobywało się wprawdzie na pewne posu­nięcia polityczne w 'ruchu wychodźczym, lecz wysiłki te były nikłe, mało skoordynowane i pozbawione egzekutywy. Roz­członkowany między trzy mocarstwa narody po|ski_ nie miał do-Istatecznych sił intelektualnych" i materjalnych, aby tę stronę zagadnienia narodowego ująć w ramy planowej dłuższej polityki, ponieważ interesy narodu polskiego były sprzeczne z interesami państw_zaborczych. Dzisiaj dopiero w trybach własnej or­ganizacji państwowej możemy mówić o polskiej polityce emi­gracyjnej we  właściwem tego słowa znaczeniu, jako działalności obliczonej na dłuższą metę.
Przedmiotem polityki emigracyjnej jest ruch wychodźczy, a w ściślejszem znaczeniu wychodźcy, W okresie kolei, paro­statków i aeroplanów, wśród wielkiej ilości osób, zmieniających miejsce pobytu, wyłania się trudność kogo należy uznać za emi­granta, a więc za__przedmiot polityki emigracyjnej. Trudność ta zaostrza się jeszcze z tego powodu, że po wojnie, kalej­doskop gospodarczy i polityczny świata zmienia się szybko, a z nim ulegają zmianie i konjunktury emigracyjne, a zatem po­jęcia muszą być elastyczne i dostosowane do wymagań chwili.
Różne pobudki utrzymują ludzkość w ciągłym ruchu we­wnątrz kraju, lub skłaniają do wyjazdu zagranicę. Wśród tych motorów, poruszających ludzkością, dla skrystalizowania poję­cia emigranta, mają zasadnicze znaczenie dwa kryterja, tj. wyjazd z państwa¹ i poszukiwanie zagranicą zarobku. Z pierw­szego kryterjum, a więc wyjazdu zagranicę wynika, że nie jest wychodźtwem stałe, czy chwilowe przesiedlenie się wewnątrz danego państwa. Przesiedleniem zajmować się będziemy o ty­le, o ile lepsza repartycja ludności wewnątrz kraju hamuje ruch emigracyjny, a więc czy skierowanie nadmiernej naszej ludnoś­ci z części państwa przeludnionych do prowincji mało zaludnio­nych może rozwiązać problem emigracji. Dzisiaj w okresie własnej państwowości, nie sprawia nam trudności przedwojen­ne pytanie, czy np. był emigrantem Polak z Małopolski, udający się na robotę do Poznańskiego
¹) Posługiwać się będziemy pojęciem państwa, a nie kraju. W okre­sie własnej państwowości ten termin jest miarodajny i ścisły, gdy pojęcie kraju jest mało skrystalizowane i miało uzasadnienie w okresie rozbio­rów. Używając terminów kraj, ojczyzna, mamy zawsze na myśli państwo, jako podmiot polityki emigracyjnej.
-7-
Wówczas, ze stanowiska narodowego, temu Polakowi nie można było nadać miana emi­granta, gdy ze stanowiska danego zaboru, miał on wszystkie kwalifikacje wychodźcy. Naodwrót Polak, wyjeżdżający z Wiel­kopolski do Westfalji, czy z Królestwa w głąb Rosji, ze stanowis­ka narodowego był emigrantem, gdy ze stanowiska państwowe­go był poddanym zaborczym, zmieniającym miejsce pobytu. Z warunku wyjazdu zagranicę płynie dalej ta doniosła konsekwen­cja, że wychodźtwo jak żaden inny ruch społeczny, sięga głęboko w międzynarodowe współżycie państw i narodów. Wychodźtwo jest zatem zjawiskiem międzynarodowym, lecz ten pełny cha­rakter zyskało dopiero w dobie traktatu o Lidze_Narodów. W ewolucji stosunków powojennych wychodźca doczekał się godności, że jest nietylko przedmiotem prawa i polityki włas­nego państwa, lecz staje się w coraz szerszym zakresie przed­miotem praw, zwyczajów i dezyderatów międzynarodowych. Drugie kryterjum pojęcia wychodźcy, a więc poszukiwanie zarobku, sprowadza zagadnienia polityki emigracyjnej wyłącznie na teren_gospodarczy. Wprawdzie z problemem  wychodźtwa wiążą się kwestje narodowe, rasowe, socjalne, religijne, nie możemy jednak spuszczać z oka tej zasadniczej prawdy, że wychodźca jest wędrowcem za lepszym_chlebem. Zwłaszcza w do- bie dzisiejszej, kiedy w Polsce walka o ten chleb staje się co­raz trudniejsza, na to gospodarcze podłoże ruchu wychodźcze­go musimy zwrócić prawie całą uwagę. Czeka nas zadanie nie­tylko dokładnego rozpatrzenia się w warunkach gospodarczych, a zwłaszcza agrarnych Polski, licząc się z tem, że przeszło 90% naszego wychodźtwa stanowiła ludność wiejska, lecz również badanie gospodarczej konjunktury świata, aby się zorjentować, jakie zmiany przyniosła wojna w układzie międzynarodowych stosunków emigracyjnych. Będziemy zatem globtrotterami, któ­rzy po zaznajomieniu się ze stosunkami w Polsce,, wyjadą staremi, lub przyszłemi śladami wychodźcy do różnych części świata, aby zapoznać się z ewentualnymi horoskopami znale­zienia lepszego chleba.      
Po zaznajomieniu się z dwoma cechami, charakteryzują-cemi emigranta, a więc wyjazdu zagranicę i poszukiwania za­robku, łatwiej nam będzie przystąpić do ustalenia pojęcia emi­granta. Definicja bowiem emigranta, ze względu na małą uchwytność i zmienność zamiarów ludzkich, różnorodność pobytu za­granicą i skomplikowany ustrój państw i narodów, natrafia ze stanowiska danego państwa na duże komplikacje, a ze stano­wiska międzynarodowego na niepokonalne wprost trudności. Z ustawodawstwem międzynarodowem musimy troskliwie się liczyć, pamiętając, że każdy nasz emigrant jest równocześnie imigrantem w granicach innego państwa. Wyrazem tych trud­ności jest usiłowanie Międzynarodowego Biura Pracy, które w celu uzgodnienia pojęcia emigranta w różnych ustawodawstwach, rozesłało w 1921 ankietę do swych członków.

-8-

Ankieta nie doprowadziła do skrystalizowania jednolitego pojęcia emi­granta, wobec czego partykularyzm ustawodawczy różnych państw nie dał się i nie prędko da się usunąć. Natomiast ankie­ta ułatwiła ujęcie definicji emigranta w pewne, wprawdzie zbyt elastyczne ramy. We wszystkich definicjach wspólną cechą imi­granta jest wyjazd zagranicę, a poza tą cechą ustawodawstwa wprowadzają do definicji różne klauzule dotyczące długości pobytu i zarobku zagranicą, warunków transportu, wyjazdu do oznaczonych krajów, a wreszcie umowy transportowej i zarob­kowej ¹).
Zgodnie z wynikami ankiety, M. Biuro Pracy w swej me­todzie, dotyczącej statystyki emigracyjnej 2) w definicji emigran­ta kładzie główny nacisk na odróżnienie emigranta, od zwykłego podnóżnika. Dla tej dystynkcji' za cechy charakterystyczne mogą być uważane różne okoliczności zewnętrzne i fakty natury psychologicznej. Do zewnętrznych rysów może należeć klasa, wybrana przez podróżnego na kolei, lub okręcie, przyna­leżność społeczna, rasa, roboczy kontrakt, zobowiązanie do pracy pod pewnymi warunkami, posiadanie paszportu itp. Do pobudek natury psychologicznej, trudniejszych do stwierdze­nia, jest zamiar udania się zagranicę na pewien okres czasu ce­lem znalezienia tamże środków utrzymania. I tu wyłania się pytanie, jaki okres czasu jest miarodajny dla nadania etykiety emigracyjnej, czy wystarczy zwykły wyjazd do pracy zagranicę, czy okres robót sezonowych, czy kilka względnie kilkanaście lat, czy wreszcie osiedlenie się na "stałe zagranicą”. Posiada to doniosłe dla nas znaczenie, ponieważ jak się później przekona­my mieliśmy i mamy wszystkie powyższe typy emigracji, więc przygodną, sezonową, zarobkową, przesiedleńczą wzgl. bezpowrotną. Do końcowych, lecz nie ostatnich wątpliwości należy, czy zachowuje swój emigracyjny charakter emigrant, powracacajacy do kraju ojczystego i po raz wtóry wyjeżdżający do kraju pierwszego miejsca zarobkowania, oraz jak należy traktować członków familji emigranta, którzy mu towarzyszą, lub w przyszłości z nim się łączą.
Dalszym krokiem w kierunku skrystalizowania definicji emigranta była Miedz. Konferencja Emigracyjna, która odby­ła się w Rzymie w dniach od 15 maja do 3 czerwca 1924. Kon­ferencja wyraziła życzenie, aby jednolita definicja emigranta została ustalona w drodze międzynarodowej konwencji.
¹) Emigration and Immigraticm. Geneva  1922.
²)   The Methods of Compiling Emigration and Immigration Statisttcs Geneva 1922.

-9-
W tym celu Konferencja, uwzględniając sytuację, wytworzoną przez po­szczególne prawodawstwa, zaproponowała określenie emigranta w następującej formule: ,,Za wychodźcę jest uważany każdy, kto w poszukiwaniu pracy opuszcza swój kraj, jedzie razem, al­bo udaje się do swego małżonka, do swych wstępnych lub zstę­pnych, do braci lub sióstr, do wujów, do ciotek, do bratanków, siostrzeńców, bratanic i siostrzenic, albo ich małżonków, któ­rzy już wyemigrowali w celach zarobkowych. Za wychodźcę jest uważany również ten, kto w ten sam sposób wraca do kra­ju, do którego emigrował poprzednio". Konferencja uważa za emigranta osobę, w powyższy sposób określoną, od chwili, kie­dy zaczyna się przygotowywać do drogi, aż do momentu, kiedy dostała się do kraju przeznaczenia. Wówczas podlega ona pra­wom, rozporządzeniom i zwyczajom nowego kraju, a stosują się do niej określenia następujące:
a)        za imigranta jest uważany każdy cudzoziemiec, który przybywa do kraju w poszukiwaniu pracy i w zamiarze, isto­tnym, czy przypuszczalnym, osiedlenia się tam na stałe, b) uważany jest za zwykłego pracownika każdy cudzozie­miec, który przybył do jakiegoś kraju w zamiarze pracowania tymczasowo"1).
W tej formule znalazła pełny wyraz rozbieżność intere­sów państw emigracyjnych i imigracyjnych. Opracowano od­miennie definicję emigranta, a odmiennie definicję imigranta według sprzecznych postulatów obli grup państw. Z tych dezy­deratów Konferencji Emigracyjnej w Rzymie wyłaniają się cie­kawe dystynkcje. Ze stanowiska kraju emigracyjnego za emi­granta uważany jest każdy pracownik, który wyjeżdża zagranicę dla znalezienia jakiejkolwiek pracy. A więc będzie emigrantem nasz robotnik rolny, wyjeżdżający na roboty do Niemiec lub Francji, nasz wiertacz naftowy zakontraktowany przez Angli­ków do pracy wiertniczej w Ameryce Południowej, lub robotnik włókienniczy z Łodzi, który za swymi maszynami wyjeżdża do Rumunji. Natomiast ze stanowiska kraju imigracyjnego nie po­siada charakteru imigranta pracownik, który przybył w celu tymczasowego zarobkowania, A więc ze stanowiska Niemiec, lub Francji nie będzie imigrantem nasz robotnik rolny, Brazylji nasz wiertacz, lub Rumunji nasz robotnik włókienniczy. Tak samo ze stanowiska Polski nie będzie imigrantem robotnik cze­ski, który dość licznie napłynął do Polski dla pracy przy pomyślnie rozwiniętym po wojnie przemyśle szklannym. Powyższe propozycje Konferencji Emigracyjnej w Rzymie są więc wyra­zem niefortunnego kompromisu, który zmusza do legalizowania współczesnego stanu, że ta sama jednostka traktowana jako emigrant według ustawodawstwa swego kraju, nie zawsze bę­dzie   uznana   za   imigranta  w  granicach   kraju  imigracyjnego.
¹)  Inż.   Julian  Husarski. Międzynarodowa   Konferencja  Emigracyjna w Rzymie. Warszawa 1924.

-10-
Do tego tematu międzynarodowego jeszcze powrócimy, tutaj podkreślić należy, że dla Polski trudnem będzie akceptowanie tych pojęć, które wychodźtwu sezonowemu i zarobkowemu odmawiają charakteru emigracyjnego ze stanowiska międzyna­rodowego. Ponieważ przedmiotem naszym jest polityka emigra­cyjna, a z powyższego stanowiska emigracją jest każdy wyjazd zagranicę w celach zarobkowych, więc zbyt rozszerzać tego te­matu nie mamy powodu.
Przystępując do omówienia pojęć, wyrobionych w Pań­stwie Polskiem w dziedzinie emigracji, należy nadmienić, że są one jeszcze zbyt szczupłe i chwiejne. Nie posiadamy dotychczas ustawy emigracyjnej, której projekt w chwili obecnej jest przed­miotem dyskusji międzyministerjalnych, a zatem" jest jeszcze zbyt płynnym i odległym od aprobaty sejmowej, aby się jego po­jęciami już można posługiwać. Tutaj leży powód, że ogólnemi pojęciami polityki emigracyjnej musimy się szerzej zająć i w tej materji z konieczności wrócić do wyżej wspomnianej ankiety M. Biura Pracy.
W ankiecie odpowiedź urzędowa Polski na zapytanie, ko­go należy ze stanowiska polskiego uważać za emigranta, brzmiała jak następuje; „Na podstawie dotychczasowej prakty­ki emigrantem jest osoba która udaje się zagranicę z zamiarem zdobycia utrzymania pracą fizyczną, oraz wszyscy towarzyszący emigrantowi członkowie familji". Definicji tej nie można uznać za ścisłą, ponieważ nie uwzględnia pracy umysłowej oraz osób, które później z emigrantem się łączą. Według tej definicji nie będzie emigrantem nauczyciel, wyjeżdżający do Parany dla koutynuowania swego zawodu, nie będzie emigrantką żona, która po pewnym pobycie w Polsce łączy się z mężem, pracu­jącym zagranicą. Na podstawie definicji emigranta, sformuło­wanej przez Konferencję w Rzymie, charakter emigracyjny członka familji, łączącego się później z emigrantem nie ulega już wątpliwości. Natomiast budzi duże zastrzeżenie pytanie, czy praca tylko fizyczna ma stanowić kryterjum emigranta. Pracownik umysłowy jest zdolny jednocześnie do niekwalifikowanej lub mało kwalifikowanej pracy fizycznej i najczęściej zagranicą, ze względu na nieznajomość języka miejscowego, od pracy rąk poczyna karjerę życiową. Naodwrót pracownik fizy­czny często przechodzi zagranicą, po uzupełnieniu wiadomości fachowych i językowych, w szeregi pracowników umysłowych. W wytwórczości współczesnej praca fizyczna i umysłowa tak się poczyna zazębiać, że w wielu wypadkach, trudna jest dystynk­cja, kto jest pracownikiem fizycznym, a kto umysłowym, tem więcej, że i położenie społeczne tych obu kategorji pracowników, zwłaszcza po wojnie, podlega dużej niwelacji. Pracownicy fizyczni wskutek większej jednolitości duchowej, a zatem i sprężystszej organizacji, potrafili sobie naogół polepszyć warunki życiowe, gdy tymczasem pracownicy umysłowi wskutek silnego zindywidualizowania duchowego i zawodowego doznali upośle­dzenia.
-11-
Proces ten, będący, wyrazem obniżania się kultury i ni­welacji warstw społecznych, daje się zauważyć zarówno w Pol­sce, jak i w innych krajach. Tą kwestją zajęliśmy się na wstępie trochę obszerniej, bo w Polsce bezrobocie pracowników umy­słowych jest i będzie bolączką społeczną narówni z bezrobo­ciem pracowników fizycznych.
Z wyżej przytoczonych względów, mimo pewnych trudno­ści o charakterze raczej technicznym, nie mamy powodu i nie możemy przy klasyfikacji na emigranta przeprowadzać różnicy między pracownikami fizycznymi  a  umysłowymi. Po  tych rozważaniach o  charakterze więcej teoretycznym wyłania się następująca zwięzła definicja emigranta:, „Emigrantem jest, dochwili powrotu lub naturalizacji w obcem państwie, obywatel (ka), poszukujący zagranicą zarobku, oraz ci członkowie famiłji,którzy bezpośrednio mu towarzyszą lub w przyszłości z nim się Włączą". Powyższa definicja ujmuje zagadnienie wychcdźtwa ze stanowiska państwowości, zarówno wobec zagadnień ludnościo­wych wewnątrz  państwa, jak i  opieki konsularnej  zagranicą. Powtóre definicja nie stoi w sprzeczności z ustawą o obywatel­stwie polskiem, która hołduje swobodzie naturalizacji w obcem państwie. W konsekwencji powyżej ustalonej definicji, emigra­cją nazwiemy masowy wyjazd  obywateli  zagranicę w  celach zarobkowych. Użyliśmy terminu masowy dla podkreślenia, że ruch ten musi obejmować szersze kręgi ludności, aby wyodrę­bnić się z normalnego ruchu podróżnych i być przedmiotem oso­bnej grupy w naukach społecznych t. j. polityki emigracyjnej. Polityką emigracyjną nazwiemy naukę, zajmującą się oceną zja­wisk emigracyjnych, oraz określeniem ,kierunku świadomej dzia­łalności na przyszłość w celu przysporzenia z emigracji korzy­ści emigrantom i państwu. Wysuwamy na plan pierwszy, poza obowiązkami   obywatelskimi,   korzyść   gospodarczą   emigranta,   / fa dopiero później państwa, z tego powodu, że państwo, które  nie jest w możności zapewnić znośnych warunków bytu swym i obywatelom   we   własnych   granicach,   musi   zrezygnować   ze iswego   prymatu   i   swe   interesy   podporządkować   interesom  i emigrantów.
            Emigrant w ciągu podróży zmienia etykietę. Z emigranta dla kraju, który go traci, staje się migrantem dla kraju, przez który przejeżdża, a imigrantem dla kraju, w którym się osiedla. W konsekwencji dla jednych państw na główny plan wysuwa się zagadnienie emigracji, dla drugich kwestja imigracji, a dla innych państw problem migracji wzgl. tranzytu. Migracją w obszernem tego słowa znaczeniu jest  powyższy ruch we wszystkich etapach od momentu przygotowań do podróży, osiedlenia się w nowym kraju do chwili naturalizacji lub powrotu do kraju ojczystego. Reemigracją jest ruch powrotny do kraju macierzystego na stałe, lub dłuższy okres czasu, a emigracją wtórną względnie wielokrotną jest nowy po powrocie wy­jazd do dawnego kraju zarobkowania.
-12-
Przygodną emigracją jest zakontraktowany wyjazd jednostki lub jednostek do pracy kwa­lifikowanej w miejscowości zgóry określonej, a więc wyjazd zależny od przygodnej konjunktury. Emigracją sezonową jest perjodyczny wyjazd zagranicę dla wykonania pracy sezonowej, a więc przedewszystkiem rolniczej i powrót do kraju po ukoń­czeniu sezonu. Od emigracji sezonowej odróżniamy emigrację zarobkową i bezpowrotną przesiedleńczą. Z pojęcia emigracji zarobkowej wynika, że intencją emigranta jest zarobienie za­granicą jakąkolwiek pracą pewnej większej sumy pieniężnej i powrót do kraju, co trwać może kilka lub kilkanaście i więcej lat. Natomiast emigracją przesiedleńczą jest wyjazd zagranicę bez zamiaru powrotu. Normalnie wyrazem tego zamiaru jest wyjazd z rodziną i zlikwidowanie przed wyjazdem gospodar­stwa. W naszych przedwojennych warunkach politycznych emi--gracja przesiedleńcza dzieliła się na dwie zasadnicze grupy: we­wnętrzną i zamorską. Emigracją przesiedleńczą wewnętrzną, było przesiedlenie się poza granicę etnograficznej Polski, w głąb państw zaborczych, a zamorską wyjazd za ocean w celach osa­dniczych. Współcześnie najwięcej utarty jest podział emigracji na zamorską i kontynentalną, przyczem z emigracją zamor­ską łączy się pojęcie bezpowrotnego osadnictwa wzgl. koloniza­cji, a z emigracją kontynentalną mniej lub więcej uzasadnione przekonanie o jej prowizorycznym charakterze. Naturalnie te rozmaite formy emigracji pokrywają się nawzajem i podlegają zmianom zależnie od chwiejnych pobudek, poruszających kro­kami ludzkiemi, Z tego powodu szukanie głębszej dystynkcji należy uznać za bezcelowe. Probierzem dla podziału emigracji na powyższe doniosłe dla nas rodzaje, jest mniej lub więcej uchwytny zamiar emigranta w chwili opuszczania granic kraju.
Z innych rodzai emigracji na większą uwagę ze stanowiska polskiego zasługuje podział na emigrację jawną i tajną. Tajną emigracją jest wyjazd zagranicę bez pozwolenia władz, a więc bez paszportu, słowem popularnie u nas zwane przejście przez zieloną granicę, a contrario do niej emigracją jawną jest legalny wyjazd zagranicę. Od _emigracji_planowej i zorganizowanej na­leży odróżnić emigrację dziką płynącą ze sztucznych impulsów i emigrację bierną, będącą wynikiem pomocy materjalnej kre­wnych emigrantów. Ze względu na doświadczenie z Francją, na uwagę zasługuje jeszcze podział na emigrację pojedynczą wzgl. samodzielną lub zbiorową, wzgl. werbunkową, a więc wyjazd zagranicę w partjach zgóry zorganizowanych. Dla celów histo­rycznych wymaga akcentu podział emigracji na polityczną i go­spodarczą, aby złożyć hołd dziesiątkom tysięcy naszych wy­gnańców politycznych, którzy od końca XVIII wieku do chwili niepodległości tułali się po wszystkich krajach i częściach świa­ta, ożywieni niezłomną wolą dalszej wiernej służby na rzecz kraju rodzinnego.

-13-
Historycznej również wzmianki wymaga pojęcie repatryacji tj. powrotu osób, które z racji ostatnich wypadków wojennych znalazły się poza granicami państwa.
Po zaznajomieniu się z pojęciami wstępnemi przechodzimy z kolei do właściwego tematu. Zgodnie z definicją polityki emigracyjnej, jako nauki badającej zjawiska emigracyjne i okre­ślającej celową działalność na przyszłość, wyłania się program dalszego toku rozważań. Najpierw musimy zaznajomić się z dotychczasowemi zjawiskami emigracyjnemi na ziemiach pol­skich. Tutaj ,czołowem naszem zadaniem będzie zbadanie, jakie przyczyny wpłynęły na żywiołowy rozwój wychodźtwa, jak się historycznie ten ruch rozwijał, jakie przyniósł straty cyfro­we i jaki bilans ogólny pozostawił do chwili obecnej . W tym historycznym przeglądzie nasuwa się automatycznie podział na dobę przedwojenną i powojenną. Natomiast wychodźtwem osiadłem nie będziemy się obszerniej zajmować, ponieważ na­ruszyłoby to kręgosłup zasadniczego studjum_czy._emigracja była i będzie u nas wentylem na niedomagania społeczne. Powtóre na temat osadnictwa wychodźczegio posiadamy już dość
liczne i zadawalające prace. Z doświadczeń emigrantów w różnych krajach będziemy tylko szukać odpowiedzi na pod­stawowe pytanie, jakim dla naszych celów politycznych roz­porządzamy materjałem osadniczym i robotniczym. Dopiero na podstawie analizy historycznej i obserwacji obecnej sytuacji wewnątrz kraju i zagranicą, będziemy mogli odpowiedzieć na dręczące nas pytanie, czy emigracja w Polsce jest i będzie zja­wiskiem konieczńem, a w razie twierdzącym, jak należy tym ruchem pokierować w duchu korzystnym dla wychodźtwa i państwa. Osobą emigranta zajmowaliśmy się i będziemy zajmo­wać się ze stanowiska własnego krajuby zagadnienie emigra­cji w dobie współczesnego ostrego przesilenia gospodarczego sprowadzić na niziny najwięcej życiowe i aktualne.

-14-
Emigracja polska w dobie  przedwojennej.
1.   Prądy migracyjne na ziemiach polskich.
Emigracja jest zjawiskiem tak samo starem, jak ludzkość. Studjując historję wszystkich narodów i epok, znajdujemy pra­wie wszędzie liczne prądy przesiedleńcze, utrzymujące ludzkość w stanie mniej lub więcej płynnym. Motorami tego falowania są różne przyczyny natury gospodarczej i politycznej, a po części psychologicznej. Na czoło tych przyczyn zwłaszcza po okresie wojen napoleońskich' wybijają się powody natury wyłącznie gospodarczej, płynące u narodów przeludnionej Europy z chęci poprawy warunków bytu. Stąd słusznem jest porównanie Burke'a, że, jak powietrze wdziera się do próżni, tak samo ludność z krajów gęsto zaludnionych rozlewa się po pustych obszarach" ¹).
Badając dzieje narodu polskiego, dostrzegamy w jego historji próżnię, o której wspomina Burkę. Od pierwszych pod­walin późniejszej unji polsko-litewskiej spadło na Polskę po­tężne zadanie kolonizacji niezmierzonych obszarów "litewskich i ruskich. Dobrowolne zjednoczenie pod groźbą nawały germań­skiej ziem, tworzących pierwszą Rzeczypospolitą Polską, w dalszym toku wypadków nie okazało się dostatecznie skutecz­ną barjerą przeciw germańskiemu ,,Drang nach Osten". Prze­ciwnie Wschód, a używając terminu współczesnego Kresy Wschodnie, były tą słabą zaludnioną próżnią, po której obsza­rach rozlały się miljony narodu polskiego, kapitału, mózgu i pracy polskiej. W. Konopczyński w zbiorze'rozpraw p, t. „Przy­czyny upadku Polski” twierdzi, że można  wykazywać z bezwzględną niemal ścisłością, jak każdy zapęd ku Wschodowi oku­powano, rezygnacją na Zachodzie.
¹) Wyjąteke przytoczony za Z.Papieskim. Emigracja i Kolonizacja. W-wa 1918.
-15-
Szujski w swej rozprawie „O młodości naszego cywilizacyjnego rozwoju" orzeka, że ostatecz­nie przestrzeń pokonała ów niewielki, ale jędrny związek poli­tyczny, jakim była Polska. Podobne stanowisko zajął M. Bobrzyński w swej pracy ,,Dzieje Polski w zarysie”, że: „odparto na polach Grunwaldu wroga, ale na Polskę spadło olbrzymie zadanie cywilizowania i kolonizacji niezmierzonych ruskich i litewskich obszarów. Polska spełniła je z chlubą, ale zadanie to, pochłonęło nasze najżywotniejsze siły, rozproszyło je na Daleki Wschód, zamiast coby się miały na ciasniejszej przestrzeni wzmóc, zjednoczyć i do głębszego a ruchliwszego obudzić ży­cia" ¹).
Ta próżnia otwarta ku Wschodowi nie kończy się z upad­kiem pierwszej Rzeczypospolitej. Na szlakach, później coraz, liczniej pod postacią pracowników kwalifikowanych, poszukujących na obszarach b. imperjum ro­syjskiego lepszego chleba i karjery. Słowem od przełomów wie­ków średnich i nowożytnych, do chwili prawie ostatniej, Wschód odegrał w historji Polski rolę „beczki Danaid” która niepostrzeżenie pożerała bezpowrotnie hekatomby intelektu i pracy polskiej. Również w ciągu XIX wieku do ostatniej chwili sprawdza się analiza wyżej wspomniana Konopczyńskiego, że można wykazywać z bezwzględną niemal ścisłością jak każdy zapęd polski ku Wschodowi okupowano rezygnacją na Zachodzie. Po­mijając wiekowe germańskie tępienie Slowiaństwa w dorzeczu Łaby i Odry, i zdobycze kolonizacyjne w zaborze pruskim, będące wynikiem celowej polityki państwowej, to w dziedzinie dobrowolnego przesiedlenia widzimy przesunięcia, będące wyrazem gospodarczego ,,Drang nach Osten". Kempner w swej pracy „Dzieje gospodarcze Polski Porozbiorowej”  oblicza, że w ciągu okresu od 1863 r. ..do__l916 r. liczba Niemców w Króle­stwie wzrosła z 200 tys. na 600 tys. gdy w tym samym czasokre­sie liczba ludności polskiej, emigrującej do Rosji niewątpliwie przekroczyła  ½ miljona. Wprawdzie pewna część imigracji niemieckiej uległa temu samemu losowi, jaki spotkał koloniza­cję niemiecką na ziemiach polskich w trzech końcowych wie­kach średniowiecza t.j. szybkiej polonizacji, niemniej pozostaje faktems że naodwrót  rusyfikacji uległa  spora część  emigracji polskiej oraz, że w ciągu wielu wieków do wybuchu ostatniej wojny pod wpływem ewolucji gospodarczej na ziemiach pol­skich żłobiły sobie koryto, krzyżowania emigracyjne szkodliwe dla tężyzny narodowej.

¹) Wyjątki przytoczone za G. Załęckim. Polska Polityka Kolonjalna i Kolonizacyjna. W-wa 1925.

-16-
Jeżeli uprzedzając tok rozważań do powyższego bilansu, dodamy emigrację z Poznańskiego i ze Śląska wgłąb Niemiec, a różne emigracje kontynentalne i zamorskie z całej Polski, to  dochodzimy do obrazu dość tragicznego, jaki się rysował w ciągu całych stuleci na ziemiach polskich. Korzenie zachodnie­go skrzydła narodu polskiego podgryzała inwazja niemiecka, zdobywając zrazu dorzecze słowiańskiej Łaby, następnie do­rzecze Odry z ramieniem południo-wschodnim Górnego Śląska i północno-wschodnim Prus Książęcych. Wreszcje Wielkopol­skę w ciągu XIX wieku napór niemiecki dławi celową własną kolonizacją, ułatwioną przez emigrację polską najpierw do Sta­nów Zjednoczonych Ameryki, a następnie wgłąb Niemiec. Cen­trum narodu polskiego trawione było gorączkami emigracyjne-mi zrazu na Wschód, a ze zmianą warunków politycznych sta­łem lub zarobkowem wychoditwem do Stanów Zjednoczonych Ameryki a sezonowem do Niemiec. Wreszcie wschodnie, skrzy­dło nie posiadało kościstego ramienia, lecz wątłem upierzeniem rozpostarte było zbyt szeroko od szlaków mołdawskich ku dorzeczu Dźwiny. Do wybuchu wojny molekuły tworzące na­ród polski miały zatem prężność odśrodkową, neutralizowaną do pewnego stopnia dużym przyrostem naturalnym. Ten spa­dek przeszłości jest jedną z przyczyn, dlaczego druga Rzecz­pospolita nie jest współcześnie organizmem dostatecznie jędr­nym. Jak w wielu dziedzinach życia społecznego, tak i w zakre­sie stosunków demograficznych pierwsze lata nowej Rzeczypo­spolitej wykazują znaczny postęp, a mianowicie dużą, wpraw­dzie chwilową, siłę dośrodkową, co będzie przedmiotem później­szych rozważań.. .
Po tym wstępie, obrazującym zwięźle ruchy ludnościowe na ziemiach polskich ze stanowiska historiozoficznego, przechodzimy do omówienia wychodźctwa, które porusza masy lu­dowe od połowy XIX wieku do chwili współczesnej. Ruch wy­chodźczy polski jest w istocie częścią ogólno-europejskiego i podlega tym samym prawom, co wychodźtwo wszystkich krajów. Ztąd wyłania się potrzeba poznania ogólno-europęj-skiej rzeki emigracyjnej, która do swego nurtu porwała i stru­mienie z ziem polskich.
2. Emigracja europejska przed wojną światową.
Nie cofając się daleko w przeszłość historyczną, przeło­mowym momentem mobilizacji nieruchomych mas była rewolu­cja francuska i wojny napoleońskie, Masom Europy, unierucho­mionym w karbach niewzruszonych form społecznych, rewolucja francuska i wojny Napoleona przyniosły wolność osobistą.

-17-
Ten przewrót w prawnem położeniu ludności dotarł i nad brze­gi Wisły, kiedy w granicach Księstwa Warszawskiego kodeks napoleoński obdarzył chłopów swobodą ruchu. Ów radykalny przełom społeczny, szybko szerząca się oświata, zniszczenie go­spodarcze, wywołane okresem wojen napoleońskich, przy sto­sunkowo wielkiej gęstości zaludnienia wznieciły wśród szero­kich mas chęć wyzyskania swobód obywatelskich i poprawy
warunków bytu materjalnego. Z tym rosnącym nastrojem wśród ludów europejskich zbiegła się stopniowa emancypacja kolonji amerykańskich z pod panowania metropolji europejskich i poli­tyka państw nowego świata, popierająca przypływ sił ludzkich z Europy celem zaludnienia niezmierzonych własnych obszarów. Plastycznie porównuje Dr. Caro ¹) wychodźtwo ludowe ,,z potężną rzeką, która wypływając z niezbadanych czeluści
górskich, w niepowstrzymanym pędzie żłobi sobie koryto i przyj­
mując po drodze potoki i rzeki z całego kraju zrywa wszystkie zapory". Była to faktycznie potężna rzeka, która w ciągu wieku t.j. od 1815 r. a więc od zakończenia cyklu wojen napoleońskich
kongresem wiedeńskim do 1914 r., a więc do wybuchu ostatniej wojny, wyrzuciła z Europy tylko na brzegi Stanów Zjedn.Ameryki przeszło 30 miljonów ludzi. Rosnący napór całej fali wychodźczej na brzegi Stanów Zjednoczonych ilustruje poniższa tabelka, zestawiona według rocznych dekad zą stulecie, od 1820 r. począwszy, do roku zamykającego oficjalnie wojnę świa­tową, a więc 1919 r.           .

Dekada

Ogólna liczba
Przeciętna roczna


przybyszów
w deka*dzie.
1820
1829
128.502
12.850
1830
1839
538.381
53.838
1840
1849
1.427.337
142.734
1850
1859
2.747.896
274.790
1860
1869
2.123.219
212.322
1870
1879
2.742.137
274.214
1880
1889
5.248.568
524.857
1890
1899
3.694.294
369.429
1900
1909
    8.202.388
820.239
1910
1919
6.347,280
634.738


33.200.102

W powyższem stuleciu przybyło do Stanów Zjednoczo­nych przeszło 33 miljony emigrantów, z czego około 3 miljony z krajów pozaeuropejskich. Największe napięcie tej potężnej fali było w dziesięcioleciu poprzedzającym wojnę (1905 — 1914) w sumie przeszło 10.100.000 osób, a więc ponad miljon emi­grantów rocznie. Wobec szeregu trudności   rachunkowego uchwycenia ruchów ludności i wynikających stąd braków w sta­tystyce wychodźczej zarówno krajów emigracyjnych jak i imigracyjnych, trudno jest ustalić cyfrę emigrantów, którą Europa utraciła na rzecz innych części świata.
¹) Dr. Leopold Caro: Emigracja i polityka emigracyjna, Poznań 1914



-18-
Przyjmując z dużem prawdopodobieństwem, że z europejskiej fali wychodźczej dwie trzecie potoczyło się ku Stanom Zjednoczonym Ameryki, a. re­szta głównie: ku innym krajom kontynentu amerykańskiego, ku białej Afryce, Australji i Syberji, otrzymuje się cyfrę 45 miljo-nów ludzi, którzy od epopeji napoleońskiej do ostatniej wojny opuścili granice Europy w celach emigracyjnych.
Z tej 45 miljonowej masy wychodźczej część powróciła do kraju ojczystego w charakterze reemigrantów. Ruch powrotny zwłaszcza wśród emigracji z wysp W. Brytanji,. z Królestwa Włoskiego i ziem polskich był stosunkowo dość silny że wzglę­du na wzmagający się z czasem charakter wychodźtwa zarobkowego. Odliczając na reemigrantów 15 % całej fali wychodźczej, otrzymujemy cyfrę 38 miljonów Europejczyków, którzy bezpowro­tnie osiedlili się poza granicami Europy. Cyfra ta przypuszczal­nie dość ściśle pokrywa się ze stanem faktycznym. Dmowski1) na przełomie XX wieku obliczał, że w ciągu XIX wieku  cyfra ludności, na zawsze utraconej przez Europę na rzecz innych czę­ści świata nie przewyższała prawdopodobnie 25 miljonów. Na podstawie obserwacji natężenia ruchu wychodźczego do Sta­nów Zjednoczonych Ameryki w pierwszych 14 latach XX stu­lecia dochodzimy do przekonania, że tych lat czternaście por­wało 13 miljonów ludzi, którzy bezpowrotnie opuścili Europę. W su­mie otrzymujemy poprzednią cyfrę 38 miljonów, które Europa stra­ciła w XIX i XX stulecia do wybuchu wojny, na rzecz koloniza­cji i cywilizacji innych części świata.
W tej fali wychodźczej interesują nas przedewszystkiem dwa strumienie, zanim zbliżymy się do źródeł polskich, miano­wicie: angielski i niemiecki. W tych dwuch strumieniach znala­zły się znowu dwa boczne dopływy: w angielskim irlandzki, a w niemieckim polski, które poza analogją polityczną wykazu­ją dość dużo wspólnych cech gospodarczych, co będziemy mieli sposobność w dalszym ciągu uwydatnić.
Anglja była przodującym krajem w europejskim wychodźtwie zamorskiem na co złożyły się przyczyny następujące: wię­ksza niż w innych krajach gęstość zaludnienia, mniejsza geogra­ficzna odległość od Stanów amerykańskich i łącząca z niemi wspólnota językowa, a przedewszystkiem liczne przesilenia gospodarcze w związku ze zastosowaniem maszyn w przemyśle. Wychodźtwo z wysp brytyjskich w omawianym przez nas okresie toczyło się dość miarowo, nie wykazując zbyt gwałtownych poza Irlandją oscylacji i w końcowym rachunku wyrzuciło bez powrotnie na brzegi różnych części świata około 10 miljonów ludzi.
') Roman Dmowski. Wychodźtwo i Osadnictwo. Lwów 1900.

-19-
Ta armja znakomicie przyczyniła się do podtrzymania dominującego znaczenia kultury anglosaskiej w Stanach Zjedno­czonych Ameryki oraz do zremontowania szybko rosnącego po wojnach napoleońskich gmachu imperjum angielskiego.
W angielskim ruchu emigracyjnym osobną kartę zajmuje wychodźtwo z rolniczej Irlandji. Przeludnienie kraju, zły ustrój agrarny, oparty na systemie dzierżawy ziemi władanej przez ma-gnaterję angielską, upośledzenie katolickiej Irlandji przez pro­testanckie sfery rządowe stwarzały dostateczną podnietę de pogoni za lepszymi warunkami bytu. Zrazu wychodźtwo ir­landzkie nie dystansuje zbyt silnie emigracji angielskiej i szko­ckiej, aż do przełomowego roku 1846, kiedy nieurodzaj karto­fli w klandji spowodował śmierć głodową setek tysięcy ludzi w ciągu lat paru. Od tego rok poczyna się tak gwałtowny exo­dus irlandzki, że w ciągu drugiej połowy XIX wieku liczba lud­ności w Irlandji obniża się prawie do połowy. Według Dmowskiego cyfra ludności w Irlandji z przeszło 8 miljonów w 1845 r. obniżyła się na 4% miljona w 1898 roku. W fali wychodźczej \ z wysp brytyjskich w okresie od 1853 - 1889 roku Anglicy stanowili 49%, Szkoci 10%, Irlańczycy 41% a więc w proporcji do ludności odsetek Irlanczyków był niezwykle wysoki. Z po­czątkiem XX w. wychodźtwo zamorskie z Irlandji maleje, a na­tomiast zwiększa się wychodźtwo do angielskich okręgów prze­mysłowych, co razem nasuwa widoczną analogję do kształto­wania się stosunków wychodźczych w Poznańskiem, które wkrótce poznamy.
Po Anglji drugie miejsce w zamorskiem wychodźtwie hi­storycznie przypada Niemcom. Początkowo ruch emigracyjny w Niemczech rozwijał się słabo, oscylując w pierwszej połowie XIX wieku między 5 a 30 tysięcy ludzi rocznie. Dopiero około połowy XIX w. nabiera silnej tendencji zwyżkowej. Gdy w 1832 r. emigrowało jeszcze okofo 20 tys. to w 1847 r. emigracja wzrosła do 75 tys. ludzi. Po tym gwałtownym wzroście ruch wychodźczy do wojny z Francją słabnie, dając w okresie od 1855 - 1870 r. cyfrę roczną niewiele wyższą nad 30 tysięcy rocznie. Po wojnie ruch wychodźczy wykazuje znowu gwałtowne oscy­lacje, a więc po zakończeniu operacji wojennych silnie się oży­wia, dochodząc w 1872 r. do 128 tysięcy, następnie opada do cy­fry 23 tysięcy w 1877 r,, a wreszcie osiąga w 1881 r. cyfrę naj­wyższą 221 tysięcy głów. Od tego kulminacyjnego punktu cy­fra rocznego wychodźtwa niemieckiego stopniowo i szybko opada. W 1885 r. wychodźtwo wynosi już tylko niespełna 150 tysięcy, w 1890 r. 98 tysięcy, w 1895 r. 37 tysięcy, a na przeło­mie XX wieku około 20 tysięcy i na tym poziomie utrzymuje się z pewną tendencją zniżkową do wybuchu wojny . W ogólnej su­mie zamorskie wychodźtwo z granic Niemiec w omawianym przez nas stuleciu do wybuchu wojny wyniosło około 7 milionów głów i potoczyło sie głównym nurtem ku Stanom Zjednoczonym aslabszym prądem ku krajom Ameryki Południowej i kolońjom.


-20-
W tej fali na wychodźtwo narodowości niemieckiej przypada niespełna 90%, a reszta na inne_narodowości Rzeszy Niemieckiej, a więc przedewszystkiem na Polaków w przybliżeniu Francuzów i Duńćzyków.Przy omawianiu wychodź­twa niemieckiego nie należy spuszczać z oka, że również silnie wśród Niemców rozwijała się emigracja kontynentalna zwła­szcza ku Wschodowi, przyczem na ziemiach polskich osiedliło się wspomniane już kilkaset tysięcy Niemców, a na ziemiach rosyjskich liczba prawdopodobnie większa.
Rzeka zatem wychodźcza, która po wojnach napoleoń­skich poczęła sobie żłobić koryto głównie ku krajom nowego świata, porwała w swe nurty najpierw najbliżej geograficznie położone wyspy brytyjskie, następnie objęła swą siecią wodną państwa Rzeszy Niemieckiej,, a po części knaje skandynawskie. W drugiej połowie XIX w. rzeka rozszerza swój obszar wodny na kraje wschodniej i południowej Europy, aby stąd czerpać no­we i większe fale do dawnego grożącego wyschnięciem koryta. Podnieta wychodźcza przerzuca się na ziemie wchodzące w skład pierwszej Rzeczypospolitej Polskiej, na kraje b. monarchji Austryjacko - Węgierskiej, na Królestwo Włoskie i państwa bałkańskie. Wojna znalazła rzekę wychodźczą, obejmującą swą siecią wodną kraje na zachód od brzegów Berezyny, Zbrucza i Morza Czarnego i niewątpliwie przerwała dalsze jej zdoby­cze na wschód od tych granic. Gdyby nie wybuch wojny i jej konsekwencje nie ulega kwestji, że dziś bylibyśmy świadkami żywej emigracji również wśród skostniałych mas chłopstwa  ro­syjskiego. Za przykładem zachodniej Europy najpierw na ziemiach polskich rozwinęło się wychodźtwo zamorskie i to stosunko­wo późno z powodu położenia geograficznego kraju oddalonego od wielkich dróg morskich.
Powtóre, położenie społeczne włościaństwa, jego_niski_ stan o światy, zamykający umysłowy widnokrąg chłopa w granicach wioski oraz granicząca z wege­tacją njska stopą życiowa długo unieruchomiały masy ludowe. Powoli więc rzeka wychodźcza przenosiła sieć wodną na zie­mie polskie, obejmując najpierw Wielkopolskę, a gdy ta poczy­nała wysychać, na Królestwo i Małopolskę, aby stąd do począt­ku wojny czerpać najwięcej wezbrane strumienie. Główna fala zamorskiego wychodźtwa polskiego, bo przeszło 80%, potoczy­ła się ku brzegom Stanów Zjedno- czonych Ameryki. W konse­kwencji ruchem amerykańskim jako głównym materjałem do studjów w dalszym toku troskliwie interesować się będziemy, uwzględniając jednak inne odruchy wychoditwa jak np. „go­rączkę brazylijską”. Haracz, złożony przez Polskę na rzecz tylko amerykań­skiego tygla, był nader kosztowny, gdyż strumień wychodźczy przerzucił na drugą stronę oceanu przeszło dwa miljony osób.

-21-
Wielorakie na tę daninę złożyły się przyczyny, bądź wspólne dla wszystkich dzielnic, bądź odrębne dla poszczególnych ziem Rzeczypospolitej, co przy każdej z dzielnic będzie jeszcze przed­miotem szczegółowej analizy. Przedewszystkiem jeśli nie celowa to bierna polityka
państw zaborczych wpływała na ten rozmiar fali wychodźczej osłabiając naród polski i stan jego posiadania. Biorąc za pod­stawę liczbę ludności, porównanie polskiej fali wychodźczej z równoczesną emigracją z Austrji i Niemiec, a rosyjską z Rosji, wykazuje nieproporcjonalną, często kilkakrotną przewagę elementu polskiego. W zaraniu wojny światowej, ziemie polskie, Słowaczyzna na Węgrzech i południowe Włochy były najsilniej objęte gorączką wychodźczą. Podatny grunt do wychodźtwa z ziem polskich otwierało niszczenie polskiej ińicjatywy  w   kierunku   zagospodarowania   i
uprzemysłowienia Wielkopolski ¹) i Malopolski i traktowanie tych krajów jako rynku zbytu dla przemysłu niemieckiego, orac celowe zaniedbywanie wszelkiej inwestycji do normalnego ekonomicznego rozwoju Królestwa. Braki ustawodawstwa i tendencyjna obojętność władz administracyjnych ułatwiały bezkarną i nie przebierającą w środkach agitację agentów okrętowych, podsycajacych w celach osobistego zysku gorączkę wychodźczą. Przykład go­rączki brazylijskiej, echa procesów sądowych, opowiadania wy-chodźców, przemycających się przez granicę rosyjską i rewelacje" prasowe wykazują tu bezmiar wyzysk i niedoli wychodźców. Na żadnej ziemi  plaga agentów, rekrutujących się z najgorszych "elementów, nie przybrała tak niepokojących rozmiarów jak w Polsce w dobie poprzedzającej wojnę, wobec braku usta­wodawstwa i zupełnej bezsilności społeczeństwa polskiego.
Na rozmiar fali wychodźczej wpłynął fakt nadzwyczajnego przeludnienia polskiej wsi_proletarjatem z powodu silnego przyrostu naturalnego ludności i skarłowacenia własności chtopskiej. Nadmiar ludności wiejskiej nie znajdował zajecia w prze myśle który albo był zaniejbany albo nie rozwijał się w tym stopniu, aby podaż rąk roboczych w całości zużytkować. Pomimo  więc małej skali potrzeb, nieuregulowane stosunki agrarne, głód ziemi i niskie płace mobilizowa ludność wiejską i skłaniały do wychodźtwa za lepszym chlebem. Wpłynął również na to przykład sąsiednich narodów, oraz powolny wzrost oświaty, rozszerzający widnokrąg i zachęcający do poprawy nieznośnych warunków bytu. Zachęcała do wychodźtwa chęć uchylenia się od służby wojskowej, zatarg" z kodeksem karnym, pragnienie większej swobody i przygód, "wysokie podatki i inne ciężary państwowe prawe nieznane w Ameryce.
¹) Dla ścisłości należy  nadmienić, że mianem  Wielkopolski  pokrywać będziemy Ks. Poznańskie i Prusy Zachodnie.

-22-

Nakłaniały do wychodźtwa prześiadowama religijne i" zakusy germanizacyjne w Wiel­kopolsce przesilenia ekonomiczne i zaburzenia polityczne w Królestwie, zmuszało do wychodźtwa pieniactwo i alkoholizm w Galicji. Wszystkie zatem przyczyny politycznej, społecz­nej i prawnej natury złożyły się na to potężne uruchomienie mas ludowych na ziemiach polskich.
3. Emigracja z zaboru pruskiego.
Wcześniejsze uwłaszczenie włościan i pastępy oświaty ludowej na ziemiach polskich pod zaborem pruskim oraz przy­kład ludności niemieckiej spowodował, że wychodźtwo z Wiel­kopolski wyprzedziło na długo ruch wychodźczy z Królestwa i Małopolski i naturalnie potoczyło się zrazu szlakami i w arjergardzie emigracji niemieckiej zamorskiej i wewnętrznej do okręgów przemysłowych. Fala wychodźcza była tak rwąca, że porwała około 1.250.000 osób. Nasuwa się pytanie, co wpłynę­ło na ten tak spontaniczny ruch wychodźczy, a w celu odpo­wiedzi na to pytanie, musimy się cofnąć cokolwiek w prze­szłość historyczną i zaznajomić się z ustrojem gospodarczym i politycznym tej dzielnicy.
Rewolucja 1848 r. była tym przełomowym momentem. Który w Prusach, podobnie jak w Austrji wywołat ostatecznie uwłaszczenie włościan. Uwłaszczenie zapoczątkowane w 1808 r. przeciągało się fakfycznie z powodu wadliwej procedury ad­ministracyjnej przez długi okres czasu aż poza 1860 r. Był to proces agrarny naogół udany, gdyż tworzył szereg włościańskich gospodastw żywotnych i silnych oraz folwarków bez serwitutów i szachownic. Ujemną stroną tego procesu była zbyt wielka absorbacja malych gospodarstw włościańskich na rzecz tworów Większych, wskutek czego rugi z ziemi odbywały się na wielką skalę, a w konsekwencji dokonywała się zamiana włościan ma­łorolnych na bezrolną służbę folwarczną. Również po pełnem uwłaszczeniu, ewolucja szła ku pogorszerniu sytuacji drobnej włości. Nie mogła ona sprostać rencie nałożonej za uwłaszczenie i licznym podatkom państwowym. Pozbawiona serwitutów dro­bna własność przechodziła ciężki okres opierania się na wła­snych siłach, czego wyrazem była wyprzedaż gruntów włosciańskich na rzecz folwarków.  zadłużenie i wzrost gospodarstw karłowatych. Sytuację drobnej własności najlepiej ilustruje w okresie do 1880 r. cecha znamienna, że cena morgi gruntu drobnej własności niżej była szacowana od morgi gruntu wię­kszej własności1). Wśród ludności rolniczej najgorzej zatem przedstawiały się warunki rozwoju gospodarczego dla ludności małorolnej i bezrolnej w zaborze pruskim b.licznej.
¹) Władysław Grabski.   Społeczne gospodarstwo agrarne w Polsce. Warszawa 1923 r.

-23-

Według Grabskiego stosunek ludności bezrolnej do ogółu ludności rolniczej wynosił 41 % a zatem był wyższy od Królestwa (31%) i Małopolski 26%. Proletarjat wiejski_mógł_szukać zarobku  tylko w miejscowych folwarkach, co w obfitości  rąk roboczych i sezonowości robót stwarzało fatalne__warunki pracy i płacy. Powtóre struktura gospodarcza w ciągu dziesiątek lat tak się układała, że niemal cały handel i wszystkie rękodzieła były w rękach niemieckich względnie żydowskich, a ludność polska ograniczała się do zajęć rolniczych. Zatem kryzys, jaki przechodziła ludność mołorolna przy silnym przyroście naturalnym, był tą zasadniczą przyczyną, że nadmiar rąk do pracy począł szukać gwałtownego ujścia ku morzu i i zachodnim prowincjom niemieckim. Wprawdzie kryzys gospodarstw małych trwał do 1880 r, ponieważ od tej daty ustrój agrarny pod wpływem pieniędzy czerpanych z wychodźtwa nabiera nowego kierunku, a mianowicie wzrostu gospodarstw mmejszych, kosztem większych. Jednak rolnictwo wogóle, a szczególnie drobne, mimo że odtąd szybko wzrasta jego kultura agrarna, nie mogło samo przy braku przemysłu dać proletariatowi wiejskiemu poIa do pracy na miejscu. Nie bez wpływu na tak  silny rozmiar wychodźtwa polskiego była wojna agrarna wypowiedziana przez Pru­sy żywiołowi polskiemu. Początki tej walki sięgają pierwszej potowy XlX wieku i zwrócone były zrazu przeciw wielkiej wła­sności. W całej jednak pełni walka o ziemię rozgorzała w dwuch ostatnich dziesiątkach XIXw. kiedy spisy ludności w 1870 i_1880 r. nie wykazywały zamierzonej ekspancji żywiołu niemieckiego. Pierwszym ciosem było utworzenie w 1886 r. funduszu kolonizacyjnego zrazu w wysokości 100 miljonów marek niemieckich. W tej walce napastniczej rząd niemiecki nie ograniczył się do użycia siły pieniędzy i autorytetu władzy, lecz sięgnął do usta­wy o parcelacji w 1904, a wreszcie do oręża wywłaszczania, w 1908r. Ustawa o parcelacii wprowadziła wymóg koncesji rządowej, a koncesja była obostrzona warunkiem, że parcelacja nie sprzeciwia się ustawie z l886 r. o  kolnnizacji niemieckiej. Miało to ten skutek, że sąsiednia ludność bezrolna, a wogóle ludność z innych powiatów, nie mogła brać udziału w parcelacji i tworzyć nowych gospodarstw na roli, zaczem szła za zarob­kiem w obce strony. Symbolem tych stosunków był znany „wóz Drzymały”. Równorzędnie z walką agrarną szły rugi języka polskiego ze szkół, z urzędów j sądownictwa, niemczenie nazw polskich i gromadne wydalanie obywateli polskich, nie będących poddanymi niemieckimi. Na prasę polską nałożono kaganiec cenzury. Prześladowano stowarzyszenia, rozpędzano zebrania polskie. W końcowym jednak rachunku wyniki powyż­szej walki w stosunku do użytych środków okazały się dla niem­czyzny znikome, a to z powodu znakomicie zorganizowanej obrony społeczeństwa polskiego, którego puklerzem stał się głównie chłop polski.

-24-
Najlepszym wyrazem dużej bezowocności wysiłków niemieckich jest fakt, że po wojnie pokost niemiecki z ziem zachodnich spłynął niespodziewanie łatwo, o czem pomówić będziemy jeszcze mieli sposobność.
Zasadniczą przyczyną pchającą do wychodźtwa był silny przyrost naturalny ludności polskiej. Dla tej przyczyny rolnictwo przy braku przemysłu nie mogło dać ludności zarobku na miejskiej a z drugiej strony zawodziły niemieckie wysiłki kolonizajcyjne. Wobec mało miarodajnych źródeł niemieckich dla ca­łego interesującego nas czasokresu, opieramy się na autorach polskich, których prace, dotyczące wprawdzie różnych okre­sów, pozwalają uchwycić dynamikę w Wielkopolsce w dziedzi­nie przyrostu i strat poniesionych wskutek wychodźtwa. We­dług Dmowskiego dla dziesięciolecia od 1880 — 1890 roku sy­tuacja na tysiąc mieszkańców przedstawiała się następująco:


Przyrost
Strata
Faktycznj

naturalny
z emigracji
przyrost
Poznańskie
16,0
13,1
+ 2,9
Pr. Zachodnie
15,7
13,7
+ 2,0
Powyższe zestawienie słabo jeszcze akcentuje silniejszy przyrost naturalny ziem polskich, gdy się weźmie pod uwagę, że ówczesny przyrost naturalny całych Niemiec wynosił 15‰ rocznie. Natomiast straty poniesione przez emigrację występują ostro. Pomyślniej przedstawia się sytuacja z początkiem XX wieku. Na podstawie cyfr, zebranych przez Dr. Caro, otrzymu­jemy następujące zestawienie dla 1905 r.:


Przyrost
Strata
Faktyczny

naturalny
z emigracji
przyrost
Poznańskie
19,8
9,6
+ 10,2
Pr. Zachodnie
18,1
8,4
+ 9,7
Gdy się uwzględni ówczesny przyrost naturalny dla całej Rzeszy Niemieckiej w wysokości 14,6%o i uwydatnia się silnie impet polskiego przyrostu naturalnego. Równocześnie straty z emigracji łagodnieją tak, że zaludnienie Wielkopolski nie wyka­zuje już tego zacofania co w przedostatniem dziesięcioleciu XIXw. Przed wybuchem wojny wyżej scharakteryzowany pro­ces w rozwoju ludności nie uległ wybitniejszej zmianie w Poz­nańskiem, natomiast pogorszył się w Prusach Zachodnich. Na podstawie obliczeń opartych na cyfrach zebranych przez Krzywickiego ]) w czterech latach poprzedzających wojnę (1911 - 1914) układ stosunków ludnościowych był następujący:
¹) Ludwik Krzywieki: Krytyczny rozbiór wyników spisu. Miesięcz­nik Statystyczny.
-25-
Przyrost                    Strata                   Faktyczny
naturalny              z emigracji                 przyrost
Poznańskie                     18,9                          8,4                         + 10,5
Pr. Zachodnie            17,3                           10,7                          +   6,6
Przy niezmienionym przyroście naturalnym Rzeszy Niemiec­kiej, płodność polska tuż przed wojną utrzymuje się zatem da­lej na wysokim poziomie, emigracja z Poznańskiego zmniejsza się, a natomiast wzrasta w Prusach Zachodnich, wskutek czego przyrost faktyczny ludności w tej prowincji wykazuje duże ob­niżenie. Ta korzystna ewolucja w Poznańskiem następuje pod wpływem rozwoju miejscowego przemysłu głównie z rolnictwem związanego i większej urbanizacji ze strony polskiej, wskutek czego miasta na nowo uległy dużemu spolszczeniu.
Wyżej przytoczone cyfry, zebrane przez trzech autorów w różnych okresach czasu budzą pewne wątpliwości ca do ich współmierności, w ogólnym jednak zarysie ilustrują wysoką zdolność polską do rozmnażania się. Powrócić do tej kwestii będziemy jeszcze mieli sposobność, a tutaj w świetle naprowa­dzonych cyfr należy podkreślić, że zależy ona, w pierwszej linji od wjaściwości fizjologicznych danej rasy. W dziesięcioleciu l880-1890 przewaga polska nad niemiecką nie mogła się silnie uwydatnić ze względu na złą sytuację gospodarczą zwłaszcza małej własności włościańskiej. Na przełomie XX wieku przy wzroście kultury rolnej i dobrobycie, prawie równym innym częściom Rzeszy właściwości fizjologiczne rasy polskiej ostro występują 1) sprowadzają nadmiar ludności, który musiał szu­kać zarobku za oceanem lub w innych prowincjach niemieckich.
Poza powyższemi zasadniczemi przyczynami, do poszuki­wania lepszych, warunków bytowania skłaniała rosnąca_oświata a za nią wzrost potrzeb życiowych, niechęć do uciążliwej służby wojskowej oraz wysokie powinności na rzecz państwa. Zachęcały do wychodźtwa prześladówania religijne z okresu „Kulturkampfu", będące jednem z ognisk w eksterminacyjnej polityce Prus. Wreszcie w kierunku zachodnim pociągały wychodźców atraktywne warunki zarobku w okręgach przemysłowych niemieckich a odcięcie graranicą i niskie zarobki w po-łożonym na wschodzie Królestwie. Do imigracji wiewnętrznej zmuszały zarządzenia administracyjne, przesiedlające pol­skich funkcjonariuszy publicznych wgłąb Niemiec. Wyjazd za ocean ułatwiał wzrost żeglugi niemieckiej z Hamburga i Bremy. Słowem na rozwój wychodźtwa złożyły się prawie wszystkie przyczyny powodując,  że  ta część kontynentu  europejskiego w stosunku do ilości ludności odrzucała jeden z największych odsetków emigracyjnych.

¹) Według Romera przed wojną przypadło na l00 Wiejkopolanek 525 dzieci, a na 100 Niemek, mieszkających w Wielkopolsce, tylko 408dzieci.Ilu nas jest? Kraków 1917.
-26-
W świetle powyższych faktów nasuwa się widoczna analogia Wielkopolski i Irlandii. Oba kraje są wybitnie rolnliczte, a przedewszystkiem kartoflane. Irlandczycy przed kryzysem wychodźczym posiadali najwyższy w Europie przyrost naturalny ludności. Polacy tę zdolność fizjologiczną utrzymali nadal. Oba narody pozostając pod presją obcych rządów nie mogły się na swyych ziemiach rozwijać normalnie. Wskutek tego występuje na widbwnię ruch wychodźczy, zrazu zamorski, który z biegiem czasu przekształca się w wędrówkę wewnętrzną, a mianowicie Irlandczyków do przemysłowych okręgów angielskich, a Polaków do przemysłowych okręgów niemieckich.
Pierwszem celowem wychodźtwem było w połowie XIX wieku przybycie do Ameryki kilkunastu Ślązaków murarzy, sprowadzonych do budowy wysokich pieców. Zadowoleni z po-  myślnych warunków bytu, zachęcają znajomych do przybycia i za nimi spieszy nowa garść rzemieślników, znajdujących zaję­cie w przemyśle, który w tym właśnie okresie rozwijać się poczyna. Ciekawą jest pierwsza próba wychodźtwa włościań­skiego. W roku 1852 emigruje ze Śląska około sto rodzin z księdzem Leopoldem Moczygębą na czele, zabierając ze sobą przyrządy gospodarcze, ą_ nawet krzyż i dzwony do kościoła i zakłada w r. 1854 w stanie Texas_po_ciężkich przejściach pierwsze do dnia dzisiejszego istniejące osady farmerskie pod  nazwą Panna Maria i Częstochowa. W rok później, z tych samych okolic przybywa kilkadziesiąt rodzin włościańskich i osiedla się koło miasteczka Martinez, które pod wpływem otoczenia polskiego z czasem przybrało nazwę św. Jadwigi (St. Hedwig} Naogół dzięki poprawie stosunków gospodarczych a przedewszystkiem rozwojowi przemysłowemu wychodźtwo zamorskie ze Śląska Górnego, aczkolwiek dało początek za­robkowemu ruchowi wychodźczemu, większych rozmiarów nie przybrało i te stosunkowo drobne rzesze, które później emigro­wały do Ameryki, za przykładem poprzedników częściowo osiedlały się w Texas. Był to zatem epizod dość oderwany, któremu głębszych studjów poświęcać nie mamy powodu. Nato­miast silniej rozwinęło się ze Śląska wychodźtwo przesiedleńcze w głąb Niemiec,, do czego jeszcze powrócimy,
Z Wielkopolski za przykładem krajów rdzennie niemie­ckich zaczęła najpierw emigrować ludność niemiecka, a za nią wkrótce poszła ludność polska. Początkowo ruch wychodźczy Polaków i Kaszubów rozwija się powoli i do wojny prasko-francuskiej stanowi jeszcze odsetek stosunkowo skromny emigracji niemieckiej. Dopiero po tej wojnie wychodźtwo z Wielkopolski poczyna, przybierać coraz większe rozmiary, aby wreszcie zdystansować dość gwałtojwnie równoczesną emigrację niemiecką i tworzyć główną rnasę całego wychodźtwa  pruskiego.

-27-
Po roku 1880 tempo wychodźtwa było tak silne, że samo wychodź­two zamorskie z Prus Zachodnich dochodziło w niektórych la­tach do 13 osób na 1,000 mieszkańców. W Poznańskiem, zamorski ruch był stosunkowo słabszy, lecz wykazywał większą ciągłość. W przeciętnym przekroju w dziesięcioleciu od 1880 - 1890 roczny przyrost naturalny wynosił dla Prus Zachodnich 15,7°ta a dla Poznańskiego 16%o. natomiast wychodźtwo porywało z pierwszej prowincji 13,7°/oo, z czego za ocean 9,3°/00, a w głąb Niemiec 4,4‰, z drugiej zaś prowincji 13,l°/oo» z czego 7,8°/oo, za ocean, a 5,3°/oa wgłąb Niemiec. W powyższem dziesię­cioleciu ruch zamorski dochodzi do najwyższego napięcia, wy­rzucając tylko na brzegi amerykańskie około 300 tysięcy Pola­ków łącznie z Kaszubami i Mazurami,
Emigracja z Wielkopolski zrazu zamorska, a następnie wewnętrzna przybierała tak szerokie kręgi, ze np. w latach 1832 - 1895 ludność nie wykazuje prawie przyrostu naturąlnego lecz nawet w kręgach wiejskich zmniejsza się absolutnie o 41,000 ¹). Na początku ostatniego dziesięciolecia XIX wieku daje się zauważyć stopniowe osłabienie zamorskiego ruchu wychodźczego, a natomiast w jego miejsce występuje na wido­wnię coraz gwałtowniejsze wychodźtwo stałe lub sezonowe do przemysłowych prowincyi niemieckich. Największą podnietę do wychodźtwa wgłąb Niemiec poczęły wykazywać Prusy Wschodnie, które w emigracji do Ameryki nader skromny brały udział. Na przełomie XX wieku wychodźtwo do Ameryki jeszcze widoczniej maleje i do wybuchu wojny światowej oscyluje mię­dzy 1,500-5,000 osób rocznie, a dopiero w dwóch latach bez­pośrednio poprzedzających wojnę wzrasta do 7-8 tysięcy i to złożonych w dużej mierze z emigrantów wtórnych, przyby­łych z Westfalji. Natomiast w odróżnieniu od innych dzielnic Polski, wychodźtwo  z Wielkopolski cechuje ta doniosłą charakterystyczna strona, że było to prawie bezpowrotne przesiedle­nie się na drugą stronę oceanu, ponieważ odsetek reemigran­tów był wprost znikomy.
Poważną trudność wywołuje ustalenie cyfry zamorskiego wychodźtwa polskiego. Państwa zaborcze albo nie prowadziły statystyki wychodźców, lub w statystyce nie uwzględniały na­rodowości wychodźców. Z tego powodu źródła europejskie za­wodzą, a najwięcej miarodajną staje się statystyka państw imigracyjnych, a zwłaszcza Stanów Zjednoczonych Ameryki, któ­re pochłonęły lwią część zamorskiego wychodźtwa polskiego. Lecz i statystyka amerykańska wykazuje liczne braki, które dają się odczuć zwłaszcza przy analizie wychodźtwa z Wielko­polski. Przedewszystkiem statystyka amerykańska do końca XIX wieku, a więc w czasie największego napięcia wychodźtwa z Wielkopolski pod wielu względami nie jest miarodajną, a zwłaszcza w traktowani Polaków nader chwiejna.
') Roman Dmowski.    Wychodźtwo  i osadnictwo.
-28-
Wstarych rocznikach amerykańskiego biura statystycznego, Polska traktowana  jest łączniei z Rosją pod jedną_rubryką (Russia and Poland), co nie pozwala wyłączyć emigrantów Polaków, natomiast  nie ma żadnej wzmianki o Polsce przy rejestrowaniu przybyszów z Austrji i Niemiec.
Późniejsze roczniki uwzględniąją Polskę jako osobny kraj (counfry) w odróżnieniu od Rósji zaś kraje Byłej Monarchji Austryjacko-węgierskiej dzielą się na dwie grupy, na węgierską i austryjacką, wreszcie z tej ostatniej grupy wyłączają Galicję i rejestrują ją osobno, albo razem z Bukowiną. Zabór pruski nigdy nie spotkał się w statystyce amerykańskiej z jakąkolwiek wyróżniającą go wzmianką.
Ogłaszane od roku 1892 sprawozdania roczne najpierw superintendenta, a następnie generalnego komisarza dla spraw imigracyjnych mają te same niedomagania, które dopiero w roku 1899 zostały radykalnie usunięte, kiedy rasy względnie naro­dy w statystyce imigracyjnej są ujęte niezależnie od przynale­żności państwowej w osobne grupy. Miało to ten skutek, że np. liczba przybyszów narodowości polskiej, która jeszcze w roku 1898 wynosiła 4,727 osób, na podstawie nowej rejestracji pod­skoczyła w roku 1899 prawie sześciokrotnie tj. do 28.460. W roku 1899 znika zatem mylne pojęcie Polski i Galicji, zaś Polacy są traktowani na podstawie języka potocznego jako oso­bna ludność (people) w granicach przynależności do państw zaborczych.¹) Ustalenie jednak tego charakteru zależało od inte­ligencji urzędników imigracyjnych, mało orjentujących się w kwestjach narodowościowych, a niejednokrotnie od dobrej woli licznych funkcjonariuszy niemieckiego pochodzenia. Na podstawie manifestów okrętowych i przesłuchania imigranta, urzędnicy imigracyjni dzielą przybyszów według pięciu intere­sujących niniejsze zagadnienie kwestji: rasy (race), przynale­żności państwowej (citizenship or subject), narodowości (nationality) języka potocznego (language spoken) i religji (religion). Polacy więc z zaboru pruskiego byli przybyszami rasy białej, przynależności państwowej i narodowej niemieckiej, polskiego języka potocznego i rzymsko-katolickiej religji.
Tak ujęta statystyka, dalej fakt występowania niejednokrotnie Polaków z Wielkopolski ze względów oportunistycznych jako Niemców, trudny do orjentacji splot narodów w b. Mo­narchii Austrjackiej, wreszcie poziom intelektualny polskich przybyszów, nieściśle akcentujących swą narodowość powo­duje, że zarówno statystyka imigracyjna, jak i spisy ludności nie mogą ściśle uwzględniać nie tylko poszczególnych dzielnic, lecz całej fali przybyłej do Ameryki i ilości Polaków, zamieszkałych w Unji.
                                   .
¹) Według pojęt angielskich, nationality jest określeniem narodu o zorganizowanej formie rządu, a więc np. naród polski jest narodem w po-wyższem znaczeniu dopiero od roku 1918, natomiast people odpowiada pol­skiemu pojęciu ludności i do niej odnosi się następna rubryka t. j. language spoken.

-29-
Z temi trudnościami wyraźnie się liczy amerykańska Komisja Imigracyjna z r. 1907 i stwierdza, że mylnie ujęte poję­cie „nationality", w zastosowaniu do Polaków doprowadziło do ich rejestracji jako Rosjan, Austryjaków i Niemców,
Z tego powodu orjentacja zwłaszcza w ruchu wychodźczym z Wielkopolski, natrafia na poważne trudności. Wyzyskanie jednak amerykańskiej statystyki imigracyjnej, spisów ludności w Ameryce, rozmiarów emigracji niemieckiej1) oraz źródeł polskich doprowadza do pewnego naogół problematycznego wyniku. Założenie opiera się głównie na przypuszczeniu, że wychodźtwo polskie w fali niemieckiej do Ameryki stanowiło w latach 1861 do 1870 około 5%, 1871 - 1880, 15%, 1881 - 1890 20%, 1891 -1895  15%, 1896 - 1898 tj. do roku wprowadze­nia współczesnej więcej miarodajnej statystyki 10%, a w latach 1899 - 1914 wyłącznie na statystyce amerykańskiej. Tą drogą dochodzi się do cyfry 547, 308, a biorąc pod uwagę lata przed r.1861 oraz inne źródła, zwłaszcza polskie, należy ten wynik podwyższyć do okrągłej cyfry 600 tysięcy osób. Trudność zesta­wienia najlepiej ilustruje porównanie źródeł polskich ze staty­styką amerykańską. Cyfry zestawione przez D-ra. Caro wyka­zują straty powstałe przez emigrację w okresie od 1840 - 1910 w Poznańskiem na 877,981, a w Prusach Zachodnich na 603,153 osób. Opierając się na przypuszczeniu, że z powyższego kontyn­gentu wychodźczego tylko połowa przypada na ludność polską, otrzymuje się cyfrę 740 tysięcy emigrantów polskich, a biorąc pod uwagę jeszcze Śląsk, Pomorze i Prusy Wschodnie można na podstawie tego źródła dojść do wniosku,  że wychodźtwo polskie z Niemiec oscylowało około 800 tysięcy osób. Nato­miast według zestawień Dziennika Zjednoczenia (wydanie ju­bileuszowe, grudzień r. 1923, Chicago) w tym samym okresie wyjechało do Ameryki 876,400 Polaków z Poznańskiego, a 628, 100 z Prus Zachodnich. Z drugiej strony spis ludności w Ame­ryce w r. 1910 wykazuje łącznie z drugą generacją, urodzoną już w Ameryce tylko 506,177, a w 1920 r. 426,738 osób polskie­go pochodzenia z zaboru pruskiego. Uwzględnienie drugiej gene­racji równoważy fakt, że wzięto pod uwagę spis z 1910 roku, a więc dokonany po upływie 20 lat od czasu, kiedy ruch emi­gracyjny z Wielkopolski do Ameryki się załamał na rzecz, wy-chodźtwa  wgłąb  Niemiec.  W każdym  razie  rozbieżność  na- . prowadzonych źródeł jest   zbyt   wielka,   przyczem   najwięcej przemawia do przekonania cyfra 600 tysięcy, jako przypusz­czalna liczba ludności polskiej z zaboru pruskiego, osiadła na stałe w Ameryce.
'¹) W ciągu niespełna wieku od 1820 do 1918 r. wychodźtwo z krajów Rzeszy Niem. do Ameryki wyniosło 5,404,487 osób.
-30-
                                                                                             .
Zamorskie wychodźtwo z Wielkopolski potoczyło się wy­łącznie do Ameryki, doszło do największego napięcia w ramach dziesięciolecia 1880-1890 r. i odtąd poczyna silnie słabnąć, na
rzecz wychodźtwa wewnętrznego do przemysłowych prowincji Niemiec. Przyczyna zmiany w kierunku emigracyjnym ludności polskiej z zaboru pruskiego była ta sama, która spowodowa­
ła, że wychodźtwo niemieckie w przedostatnim dziesiątku XIX
w._poczyna szybko maleć a mianowicie gwałtowny rozwój przemysłu niemieckiego. Tempo  rozwoju było tak silne, że według obliczeń niemieckich obiiczeń niemieckich w ciągu 25-cio-lecia od 1882 — 1907 r. liczba robotników przemysłowych wzrosła przeszło o 10 mil. kosztem robotników rolnych. Ta ewolucja gospodarcza wywo­łała liczne prądy migracyjne ludności węwnatrz kraju, powodując przesiedlenia się wsi do miast, a z prowincji rolniczych do okręgów przemysłowych. Pogwyższy ruch w nauce niemieckiej ujęty został mianem „Binnenwanderung", a więc mianem „wędrówki wewnętrznej. Ponieważ rozwój przemysłowy, ze wzgędu__na_pokłady_węgla i bogactw mineralnych objął poza Śląskiem głównie prowincje zachodnie, przeto zaczęło się zwię-kszać_przesiedranie ku zachodowi ludności robotniczej ze wschodnich krajów rolniczych. Polski proletarjusz wiejski nie znając rolnego lub fabrycznego zajęcia w swych stronach rodzinnych podążał daleko ku zachodowi do ognisk przemysłowych  w Westfalji i Nadrenji, wchodził w szeregi robotników przemysłowych i tworzył własne coraz większe skupienia. Pęd ku zachodowi począł się w skromnych rozmiarach po wojnie z Francją, a z czasem nabrał takiej siły, że w latach od 1885 do 1895, a więc w okresie jeszcze silnego ruchu wychodźczego za­morskiego, tylko z Poznańskiego przeniosło_się na stałedo zachodnich  prowincji Niemiec blisko 120 tysięcy ludzi. Poza przesiedlaniem się liczne rzesze robotników udawały się nadto na zachód do robót czasowych. Wyższe zarobki i lepsze warunki mieszkaniowe prowincji zachodnich, wywierały taką siłę atrak­cyjną, że pociągały również robotniczą ludność polską ze Śląska. i tu znowu widzimy wspomniany już proces niekorzystnej dla nas wymiany ludnościowej, ponieważ równocześnie toczył się przypływ kwalifikowanyych sił niemieckich na Śląsk. Podobny proces dał się zauważyć w Prusach Wschodnich, gdzie niepro­porcjonalnie szerokie wychodźtwo polskie, przynosiło obrót nie­korzystny dla żywiołu polskiego.
Współrzędnie, a nawet wcześniej rozwinęło się w kierunku zachodnim wychodźtwo sezonowe, wędrowne, głównie do robót polnych, pozatem przemysłowych i miejskich, docierając przed wojną nawet do Danji.
-31-
Polski robotnik rozpraszał się po dworach niemieckich z początku w Saksonji, skąd powstała nazwa polska „obieżysastwo", a niemiecka „Sachsengangerei", a następnie po innych krajach niemieckich. Osobno wyłonił się ruch przesiedleńczy robotników i rzemieśl­ników polskich do Berlina, Hamburga i innych miast niemie-" ckich. Kolonja polska np. w Berlinie wzrastała tak szybko, że przed_wybuchem wojny wynosiła przeszło 100 tysięcy głów. Ks. A. Mytkowicz oblicza za źródłami niemieckiemi, że polskie ziemie Prus tylko w latach 1895- 1900 skutkiem wychodźtwa różnej formy poniosły stratę w ludności w wysokości przeszło 408 tysięcy osób 1). Według spisu urzędowego z 3.646.446 Po­laków, mieszkających w 1905 r. na ziemiach polskich, zaboru pruskiego 347.213 osób, a więc blisko 10% przebywało poza granicami etnograficznemi. Tempo wychodźtwa w latach 1900-1910 było również tak silne, że liczba polskich robotników, pracujących na stałe lub czasowo w 4-ch obwodach nadreńsko-westfalskich, wyniosła pod koniec tej dekady prawie 550 ty­sięcy 2). W 1913r. szacowano liczbę Polaków stale osiadłych w Westfalii i Nadrenji i okojicy na 400 tysięcy, z czego około 30 tysięcy przypadało na Mazurów, a około 3½ tysiąca na Ka­szubów i według przedwojennej statystyki niemieckiej, gwałcącej jawnie rzeczywistość, ludność polska na terytorjum Niemiec poza obszarem etnograficznym wynosiła 548.381 osób.
W świetle wyżej naprowadzonych cyfr dochodzimy do wniosku, że do końca wojny wychodźtwo z ziem polskich za­boru pruskiego wgłąb Niemiec spowodowało przesiedlenie się około 650 tysięcy, z czego 400 tysięcy osiadło w okręgu westfalsko - nadreńskim, a w drobnej części w sąsiedzkiej ziemi hanowerskiej i brunświckiej, a reszta w Berlinie i innych większych miastach i ogniskach przemysłowych. Włączając do rachunku jeszcze około 50 tysięcy robotników, pracujących sezonowo w rolnictwie lub w przemyśle niemieckim poza polskiemi granicami etnograficznemi, otrzymujemy cyfrę około 700 tysięcy głów, które prąd wychodźców porywał wgłąb Niemiec na sta­łe, lub czasowo. Jeżeli do tej cyfry dodamy drugie 600 tysięcy głów, które wyemigrowały do Stanów Zjednoczonych Amerykj, dochodzimy do końcowego bilansu miljonatrzystu tysięcy osób, które za lepszem bytowaniem opuściły przeważnie bezpowrot­nie do wybuchu wojny, swój kraj rodzinny.
¹) Ks. Dr. A. Mytkowicz. Powstanie i rozwój emigracji sezonowej. Kraków 1917.
²) Józef Okołowkz. Wychodźtwo i osadnictwo polskie, War-wa 1920.

-32-
4. Emigracja z zaboru rosyjskiego.
 Zataczając coraz to większe kręgi, wychodźtwo z Wielko­polski poczęło oddziaływać podniecająco na sąsiednie Króle­stwo, które dotychczas udziału w ruchu wychodźczym prawie nie  brało. U wstępu wychodźtwa  masowego  odrębną  kartą w dziejach KróIestwa_jej katastrofa powstańcza w 1863 roku. Represje rosyjskie polegające na wyrokach    śmierci,   których było około 12 tysięcy, na wysłaniu na Sybir, do rot aresztanckich i więzień łącznie z masową emigracją polityczną zubożyło Królestwo według Kempnera o 150 tysięcy najtęższych obywateli 1). Z upadkiem powstania  i uwłaszczeniem włościan  wyłoniły się nowe czynniki gospodarcze, które dozwoliły zapoczątkować okres silnego rozwoju    przemysłowego,    Dotychczasowy marazm społeczny był tak silny, że w ciągu lat piętnastu 1846-1860 ludność Królestwa zmniejszyła się absolutnie o 20 tysię­cy, a to z powodu znędznienia włościaństwa, które prawie wy­mierało z głodu. Uwłaszczenie włościan w 1864. r   poprawiło wprawdzie położenie włościan lecz nie wszystkich, gdyż bez roli pozostało ich około 200 tysięcy. Natomiast uwłaszczenie sprowadziło upadek majątków średnich, źle gospodarowanych, co miało dwie konsekwencje.    Pokaźne zastępy warstwy zie­miańskiej utraciły dawne podstawy bytu, a nie mając ujścia w rosyjskich urzędach publicznych, po osiedleniu się w miastach zespoliły się z warstwą mieszczańską i wytworzyły kadry ruch­liwych pionerów przemysłu.    Drugą  konsekwencją  w  ewolu­cji stosunków agrarnych po uwłaszczeniu była parcelacja. Ruch ten   przybrał   rozmiary w innych   dzielnicach   niespotykane. W okresie od 1864 do 1899 r. włościanie sami dokupili prawie 9% tego obszaru, jaki posiadali przy uwłaszczeniu. W wieku XX proces parcelacji toczył się jeszcze silniej, tak, że ilość zie­mi nabytej przez drobnych rolników od uwłaszczenia do wy­buchu wojny wyniosła około 1½ miljona hektarów.
Mimo pomyślnego dla włościaństwa kształtowania się stosunków agrarnych, postęp kultury rolnej wśród drobnej  wła­sności był tak nikły, że włościanin w Królestwie miał plony   o nieproporcjonalnie mniejsze z morgi od własności wielkiej. Przyczyną tego był brak szkolnictwa ludowego, które stało ni-żej niż w guberniach środkowo-rosyjskich) Poziom kultury w Królestwie ilustruje statystyka oświatowa, że w 1911 r. było w Królestwie analfabetów 60%, gdy w Małopolsce 41 % a w Wiel­kopolsce zaledwie 3%. Wobec braku wykształcenia i postępu rolnego, a przy dużym przyroście naturalnym w wysokości 160/oo wieś tyjko w części mogła absorbować rosnący_niadmiar_ludności, a resztę oddawała na rzecz  przemysłu w postaci prostych rąk roboczych.

¹)  St. Kempner.    Rozwój gospodarczy Polski. Warszawa 1924

-33-
Pogarszanie się stosunku ludności rolni­czej do posiadanych warsztatów rolnych ilustruje statystyka, że w 1891 r. było 13% bezrolnych, a w 1907 r. 31 % wśród ogółu ludności rolniczej. Chłonność więc przemysłu była za słabą, aby łagodzić przeludnienie wsi. Odsetek ludności zajmującej się rolnictwem pozostał nadal wysoki, wynosząc około 57%. a więc wieś w dalszym ciągu pozostała zbiornikiem ludności bezczynnej, co niosło za sobą zarody przyszłego wychodźtwa.
Dzięki warunkom geograficznym, obfitości bogactw natu­ralnych, tradycji Królestwa Kongresowego, dzięki psychozie społecznej i konjunkturze gospodarczej w ramach b. imperjum rosyjskiego, po przejściu Rosji do protekcyjnej polityki celnej, w strukturze gospodarczej Królestwa następuje zwrot od rę­kodzielnictwa ku wielkiej produkcji. Zwrot ten poczyna się w dziesięcioleciu od 1870-1880. kiedy dawny ośrodek fabryczny Łódź poczyna się rozkrzewiać, a powstają nowe ogniska i przemysłu w Zagłębiu Dąbrowskiem. Tempo rozwoju ilustrują cyfry,, że gdy w 1876 r. było zatrudnionych w przedsiębior­stwach fabrycznych 85 tys. robotników, to w 1910 r. liczba ich wzrosła do 400 tysięcy. Z tą ewolucją gospodarczą następuje jednak nie bardzo korzystna wymiana kapitałów i kwalifiko­wanej pracy, oraz przesunięcia demograficzne. Królestwo z biegiem lat staje się coraz większą ostoją dla zagranicznego kapi­tału, i pracy kwalifikowanej, a to wskutek niedostatku kapitały własnego i polityki rosyjskiej, utrudniającej kapitałom polskim koncentrację w przemyśle. Natomiast polska praca kwalifiko­wana poczyna szukać ujścia na Wschodzie, a niekwalifikowana niewyzyskana w przemyśle, spieniężać swe dłonie robocze zra­zu za oceanem, a następnie w większej skali w "służbie u nie­mieckiego sąsiada.”. Rozwój przemysłowy Królestwa nie był procesem zdro­wym. Był wyrazem energji narodowej przy tendencyjnie nie­przychylnej polityce rządu rosyjskiego, który zaniedbywał pry­mitywne potrzeby komunikacji i stawkami celnemi hamował równomierny rozwój wszystkich gałęzi produkcji. Przemysł wielki pracował w dużej mierze na eksport do Rosji i uzależ­niał się od konjunktury na jej rynku. Na wsi wskutek niskiej kultury i konkurencji zboża rosyjskiego gromadził się zbiornik wolnych rąk roboczych, które tylko częściowo znajdowały upust w przemyślę. Przejście od rękodzieła do wielkiego przemysłu zrazu redukuje rękodzielników, a następnie całą struk­turę czyni wrażliwą na zmiany konjunktury wewnętrznej i za­granicznej. Wprawdzie niektóre rzemiosła dość zwycięsko wytrzymują współzawodnictwo fabryk, zwłaszcza w dziedzinie  krawiectwa i szewctwa, lecz w dziale tkactwa przemieniają się stopniowo na produkcję dodatkową do przemysłu wielkiego. Rozwija się wiec chałupnictwo w postaci tzw. „sweatintg system” tj. eksploatowania rodzin rzemieślniczych   na   rzecz wielkiej fabryki wzgl. Przedsiębiorcy.
-34-
Ujmowanie również w formę chałupnictwa na szeroką skalę szewctwa i krawie-czyzny powoduje, że w tych chałupniczych zawodach pracują­ce dziesiątki tysięcy robotników uzależnione zostały od konjunktury wielkiego przemysłu. Zastój zatem łatwo i szybko pozbawiał zarobku nietylko robotników ściśle fabrycznych, lecz i rzemieśników chałupniczych, tamował przypływ nowych sił i skłaniał do wyjazdu. Nowa zatem ewolucja gospodarcza ze swemi nowoczesnymi przesłankami niosła tak samo zarody przyszłej emigracji.
Poważniejszy odruch wychodźczy daje się zauważyć po raz pierwszy w okresie od roku 1872 -1874 z powodu kryzysu, mającego swe źródło w zamianie drobnego przemysłu tkackiego na wielki. Emigrują z Królestwa najpierw drobni rzemieślni­cy i robotnicy, lecz jest to raczej odruch dość zamknięty, ponieważ  liczba   emigrantów nie   przekracza  4   tysięcy  rocznie i słabnie z chwilą adaptacji gospodarstwa krajowego do okresu kapitalistycznego     rozwoju.  Natomiast  wychodźtwo   ludności wiejskiej zaczęła się później i to w guberniach sąsiadujących z granicą pruską, pod wpływem przykładu  idącego z drugiej strony kordonu.    Początkowo ta nowa faza wychodźtwa jest nikłą, gdyż w latach 1880 -1890 utrzymuje się w ramach 2-5000 osób rocznie, przesiedlających się głównie do Stanów Zjednoczonych Ameryki, a sporadycznie do Brazylii. Dopiero na początku ostatniego dziesięciolecia XIX w zjawia się bezplanowe wychodźtwo pod wpływem tzw. gorączki brazylij­skiej. Był to odruch masowego wyjazdu na skutek nieprzebierającej w środkach agitacji agentów, oraz rozdawnictwa kart okrętowych., które Brazylja celem ściągnięcia kolonistów roz­dzielała wśród reflektantów na wyjazd. W latach 1890-1892  wyjechało do Brazylji kilkadziesiąt tysięcy wychodźców którzy po licznych i uciążliwych przejściach, po prawdziwej mar-tyrologji,  osiedlili się w stanach: Parana, St. Catharina i Rio Grande de  Sul. Gorączka  grasowała głównie wśród ludności wiejskiej, zwłaszcza w ziemi lubelskiej, prócz tego pociągnęła spory odsetek proletarjatu robotniczego z Warszawy i Łodzi. Agitacja celowo tolerowana przez rząd rosyjski przybierała takie rozmiary, że nawet bogaci włościanie sprzedawali całe go­spodarstwa,   aby w  raju brazylijskim  otrzymać więcej  ziemi. Jest ciekawym rysem, że pod wpływem gorączki brazy­lijskiej wzmogło się również wychodźtwo do Stanów Zjedno­czonych Ameryki. Gdy przed gorączką wychodźtwo do Ameryki wynosiło parę tysięcy, to na podstawie imigracyjnej sta­tystyki amerykańskiej można ocenić przypływ polski do brze­gów Unji w latach 1890-1892 na blisko 70 tysięcy. W ame­rykańskich rocznikach statystycznych Polacy z zaboru rosyjskiego najpierw w okresie tej gorączki doczekali się osobnej wzmianki, że w 1891 i 1892 r. przybyło ich do Ameryki 50.796.

-35-
Po tych latach nie są rejestrowani osobno, zaczem go tragicznych doświadczeniach  brazylijskich fala wychodźcza za ocean spada silnie, skoro statystyka amerykańska Polaków z Króle­stwa znowu nie klasyfikuje osobno. Rocznik Statystyczny Królestwa Polskiego notuje w 1894 r 5.623 wychodźców zamorskich, wnastępnym roku 7.124,a w1896 r.5.733 wychodź­ców. Są to cyfry niewątpliwie szacowane za nisko, lecz z po­wodu niedomagań statystyki imigracyjnej, zwłaszcza amerykań­skiej, trudno je skorygować. Wobec reformy statystyki ame­rykańskiej w 1899 r, można odtąd opierać się na tem źródle, które już w tym roku notuje 15.517 a w 1900r 22.500 Polaków z zaboru rosyjskiego. Do końca XIX w. ruch wychodźcy z Kró­lestwa za ocean ograniczał się poza okresem gorączki brazy­lijskiej do gubernji granicznych, nie porywając stale szerszych warstw ludowych z wnętrza kraju i jakkolwiek wykazywał tendencję zwyżkową, to do końca tego wieku nie przybrał obja­wów wychodźtwa masowego. Dopiero na przełomie tego wie­ku ujawnia się silny wzrost wychodźtwa zamorskiego, już dość równomiernie rozłożonego na wszystkie części kraju z widocz­ną przewagą gubernji północnych. Przyczyną wzrostu było przesilenie przemysłowe i poli­tyczne, które przyzywało Królestwo do wybuchu wojny świa­towej w  mniej lub więcej  ostrych konturach w związku z     międzynarodowem     przesileniem     gospodarczem,     wojną rosyjsko-japońską, rewolucją i kontrewolucją, oraz   dwoma wojnami bałkańskiemi.  Przesilenia dotykają zarówno przemysł wielki i zmechanizowane rzemiosło, jak i automatycznie prze­ludnione rolnictwo.    Stąd w porównaniu z innemi dzielnicami w wychodźtwie z Królestwa, odsetek robotników fabrycznych i rękodzielników był najwyższy, a w konsekwencji te kadry ro­botnicze przeniosły do Ameryki swe formy pracy, które rozwi­nęły .się w nowym świecie w sposób jeszcze więcej wybujały. Z powyższych zatem powodów na przełomie XX w, ruch wychodźczy do Ameryki silnie  się   zaostrza,   mimo   trudności stawianych przez administrację, rosyjską. Emigracja zamorska była w Rosji tolerowana tylko z portów, bałtyckich, co łącznie z  formalnościami paszportowymi  narażało ludność Królestwa  na liczne szykany i trudności. Stąd głównie w tej dzielnicy, ruch wychodźczy żłobi sobie podziemne łożysko. Tajemni­czość i nielegalność wyjazdu otwierała pole do szeregu nadużyć dla  różnych   doradców,   pokątnych   agentów i  przemytników przez granicę niemiecką, W Niemczech bezbronny emigrant zda­ny, był na brutalność administracji i uzyskiwał pozwolenie prze­jazdu na zachód, gdy się wylegitymował posiadaniem karty, okrętowych niemieckich towarzystw nawigacyjnych. Mimo tych trudności dynamika ruchu zamorskiego wzrasta, co można ob­serwować na podstawie statystyki amerykańskiej, według, któ­rej przybyło do Ameryki Polaków z zaboru rosyjskiego w latach:
-36-

1899—15,517        1903—39,548          1907—73,122          1911— 40,193
1900—22,500        1904—32,577          1908—37,947          1912— 50,244
1901—21,475        1905—47,224          1909—37,779          1913—112,345
1902—33,859        1906—40,204          1910—63,636          1914— 66,878
Ilość zatem Polaków z zaboru rosyjskiego przybyłych do Unji w ciągu 16 lat od 1899 r. do wybuchu wojny wyniosła po­kaźną cyfrę 735.146 osób. Z dużem prawdopodobieństwem mo­żna przyjąć, że ogólna liczba polskich wychodźców z granic rosyjskich w ciągu wieku do momentu wojny wyniosła około 950 tysięcy, czyli, że stanowi 29% całe; cyfry wychodźtwa z Rosji, która w tym stuleciu wyniosła przeszło 3.300 tysięcy osób. Na ten kontyngent wychodźców polskich złożyło się głównie Kró­lestwo, skromniej Litwa i Białoruś, gdzie stosunek wychodźców na każde 10 tysięcy mieszkańców tuż przed wojną przedstawiał się następująco: Polaków 55, Żydów 135, Litwinów 49, a wresz­cie w małym ddsetku ziemie położone na południe od bagien poleskich oraz ziemie rdzennie rosyjskie.
Z kolei przystąpić należy do pewnej analizy powyższych cyfr. Analiza dotycząca zwłaszcza Królestwa nie może być ścisła ze względu na brak materjału statystycznego. Za okres czasu od 1863 -1914 r. dokonano raz tylko, w 1897 r. spisu jednodniowego, który mimo braków i tendencji niechętnej ży­wiołowi polskiemu jest z konieczności, jedynem poważnem źró­dłem dotyczącem ludności Królestwa, lecz mało mającem dla nas wartości ze względu na okres, w którym tętno ruchu wy­chodźczego było jeszcze słabe. Natomiast istniejący przy b. Generał-Gubernatorstwie Warszawskiem, Komitet Statystycz­ny, zbierał wprawdzie od 1905 r. wiadomości o ruchu ludności, lecz te liczby nie budzą większej ufności. Dostarczyły ich za­rządy gminne, opierające się na księgach ludności stałej i nie­stałej. Nawet przy dobrej woli gmin, źródła, na których spis opierano, nie sprzyjały dokładności liczb. Oparte na tej pod­stawie zwłaszcza w dziale stosunków demograficznych Roczni­ki Statystyczne Królestwa Polskiego z natury rzeczy nasuwają poważne braki. Przytem wyłania się ta trudnośc, że zgodnie z podziałem ksiąg dla ludności stałej i niestałej, wprowadzają trudny do uchwycenia podział na emigrację czasową i stałą/ Powstaje zatem zasadnicza rozbieżność ze źródłami amerykań-skiemi, które rejestrują imigrantów bez względu na zamierzo­ną długość pobytu.
Rocznik Statystyczny za 1915 r. terminem emigracja sta­ła obejmuje: „wychodźtwo zagranicę i do gubernji Cesarstwa osób, które nie wyraziły zamiaru powrotu do kraju. Do tej kategorji należą osoby, które sprzedały swą nieruchomość, wyje­chały wraz z rodzinami, wyjechały pojedynczo, lecz z zamiarem sprowadzenia po pewnym czasie rodziny, kobiety i dzieci, któ­re wyjechały wskutek wezwania głowy rodziny, osoby pojedyncze, które "wyraziły władzom gminnym i rodzinie, że nie mają zamiaru powracać do kraju”.

-37-
Według tego probierza Rocznik zestawia za lata 1908 i 1912 następującą tabelkę emigracji sta­łej z Królestwa bez względu na narodowość:
Rok         1908                     1912

Gub. Kaliska
3,301
1,4%
    Kielecka
903
1,135

,    Lubelska
3,418
5,841

,    Łomżyńska
7,732
4,037

,    Piotrkowska
1,017
758

,    Płocka
4,927.
5,883

,    Radomska
1,745  .
1,515

,    Siedlecka
1,639
.    1,314

,    Suwalska
6,353
5,331

,   , Warszawska 1)
4,611
4,754
Ogółem                             35.646         32.064
Tabelka powyższa obejmuje osadnictwo w obu Amery-lach, w państwach zachodniej Europy i yr gubernjach rdzen­nej Rosji, co w stosunku do całej ludności wykazuje 0.3°/0o stra­ty na rzecz wychodźtwa stałego. Według powyższego zesta­wienia, wychodźtwo stałe zmniejszyło się z 35,646 w 1908 r. na 32.064 w 1912 r. Tego procesu nie można uznać za ścisły, gdyż przeciwnie wychodźtwo tylko do St. Zjedn. Ameryki i tylko Po­laków, wzrosło w tych latach z 37,947 na 50,244 osób. Natu­ralnie wchodzi tu w grę również wychodźtwo zarobkowe, lecz w stopniu nie tak' silnym, aby usprawiedliwiać powyższe różni­ce. Więcej ciekawe są następujące spostrzeżenia, że najlicz­niejsza emigracja była w 1912 r. z gub. Płockiej i Lubelskiej, wynosząc po 18,2% całej emigracji, a najmniejsza z gub. Piotr-" kowskiej z 2,4% oraz Kieleckiej ż 3,5% całej emigracji. Według kraju przeznaczenia w 1912 r, wyjechało do;
Ameryki Północnej  ……75,6% wychodźców
Ameryki Południowej …11,5%    
Europy Zachodniej …… 9,5%     
Rosji i Syberji …………3,4% … ”

Według zawodu było 50,7% włościan bezrolnych, 27,1% włościan rolnych, 22,2% rzemieślników, drobnych kupcowi ro­botników fabrycznych. Mężczyźni reprezentowali 63,2%, a ko­biety 36,8%. Największy odsetek stanowiły osoby stanu wolne­go zarówno mężczyźni, jak i kobiety, tj. 47 %, stanu małżeńskiego 35,9%, a dzieci 17,1%.

¹) Bez Warszawy
-38-

 Według wyznań było* katolików 76,1%, protestantów 5,6%, żydów 15,3%, prawosławnych 3,0°/o-Na materjałach zebranych przez Warszawski Komitet Statystyczny, opierają się również zestawienia „Statystyki Poi-ski", opracowane przez A. Krzyżanowskiego i K. Kumanieckie-go. Zestawienia tych dwóch autorów dotyczą tak samo emi­gracji stałej, lecz interpretacja tej emigracji widocznie jest inna, ponieważ dla roku 1908 podają cyfry odmienne, aniżeli Rocz­nik. Podając te cyfry dla poszczególnych gubernji Królestwa, dołączamy również liczbę ludności w tym wyłącznie celu, aby poznać, które gubernje objęte były najżywszym ruchem wy­chodźczym.

Rok 1908
Ludność ¹)
Emigracja stała
Stosunek w ‰
Gub. Kaliska
1.101.000
3.320
 3,0
Gub. Kielecka
   902.000
1.329
 1,5
Gub. Lubelska
1.389.000
4.034
 2,9
Gub. Łomżyńska
   610.000
8.904
14,6
Gub. Piotrkowska
1.730.000
1.748
  1,0
Gub. Płocka
   675.000
 4.982
  7,4
Gub. Radomska
1.004.000
 2.205
  2,2
Gub. Siedlecka
   903.000
 2.936
  3,2
Gub. Suwalska
   617.000
 6.676
10,8
Gub. Warszawska ²)
2.381.000
 4.769
 2,0
Ogółem
11.688.000
40.813
 3,4

Z powyższego zestawienia wynika, że emigracja stała porywała stosunkowo mały odsetek ludności, bo zaledwie 3, 4 osób na tysiąc mieszkańców, co przy przeciętnym przyroście naturalnym 16°/Oo reprezentowało niedużą stratę. Jak się później przekonamy, jest to jednak cyfra nisko szacowana. Natomiast pewną wartość posiadają cyfry procentowe, doty­czące ożywienia ruchu wychodźczego w poszczególnych gubernjach. Według tych cyfr największy odsetek wychodźców stałych dawała gubernja Łomżyńska, bo 14,6 na tysiąc miesz­kańców, a więc cały prawie przyrost naturalny, następnie gub.Suwalska z 10,8°/oo i Płocka z 7,4°/00, a zatem gubernje, ota­czające Prusy Wschodnie, a zamieszkałe przez biedną ludność Kurpiów. Najmniej wychodźców bezpowrotnych opuszczało gubernje Piotrkowską z l,0‰ dalej Kielecką z l,5‰, Warszawszawską z 2‰, Radomską z 2,2‰ i Lubelską z 2,9‰ a więc gubernje południowe.        ,
') Daty dotyczące, ludności są z 1905 r. a emigracji stałej z 1908 r., różnica nie jest jednak zasadnicza, ponieważ celem zestawienia jest ob­serwacja natężenia wychodźczego w poszczególnych  gubenjach.
² ) Z Warszawą.

-39-
Cyfry zebrane przez powyższe źródła statystyczne po skombinowaniu ze statystyką amerykańską, pozwalają na wy­ciągnięcie więcej wiarogodnych wniosków co do strat ponie­sionych przez element polski w Królestwie z powodu wychodźtwa bezpowrotnego. Na podstawie rachunkowej anali­zy współczesnego stanu wychodźtwa zamorskiego, można z du­żą śmiałością przyjąć, że wychodźtwo do Stanów Zjednoczo­nych Ameryki stanowiło około. 85%. całej polskiej fali zamor­skiej. Aby zatem otrzymać cały strumień wychodźczy, należy już przytoczone amerykańskie zestawienie statystyczne za la­ta od 1899 -1914 r. zwiększyć o 15%. Tą drogą dochodzi się do cyfry 845,418 osób. Celem wydobycia z tej cyfry glo­balnej wychodźtwa bezpowrotnego tylko z Królestwa, trzeba powyższą liczbę zredukować o 15% na rzecz reemigrantów i 5% na poczet Polaków, emigrujących z gubernij nie wchodzących wskład Królestwa. Tą drogą otrzymuje się cyfrę 676,335, któ­ra reprezentuje stratę w ludności polskiej, poniesioną przez Królestwo od 1899-1914 roku. Wychodźtwo zamorskie w latach 1898 i 1897 wyniosło około 25 tysięcy osób, tak  że mo­żemy ocenić ubytek ludności polskiej z Królestwa w 18 latach poprzedzających wojnę okrągło na 700,000 osób.
Nasuwa się pytanie jaki wpływ cyfra ta miała na rozwój ludności polskiej w Królestwie. Według jednodniowego spisu z 1897 r. ludność polska wynosiła 6,746 tysięcy osób, a więc 73,7% całej ludności w sumie 9,149,029 osób po potrąceniu "wojska z rodzinami. Dedukując z urzędowych zestawień 1) w 1914 r. ludność Królestwa wynosiła około 13.250 tysięcy, a w niej ludność polska około 9.553 tysięcy osób, a więc obna­żyła się do 72.1% w stosunku do ogółu ludności. W ciągu  o-kresu od 1897 do 1914 r. ludność polska w Królestwie wzrosła więc z 6,746 na 9,533 tysiące osób, a więc o 2,787 tysięcy osób. Jeżeli do 2,787 tysięcy ludności polskiej dodamy cyfrę zamor­skiej emigracji stałej w kwocie 700 tysięcy - otrzymujemy liczbę 3,487 tysięcy osób, które bez emigracji zamorskiej po­winny stanowić w omawianych 18 latach przyrost naturalny ludności polskiej w Królestwie. Z tego faktycznego przyrostu, 80% ludności pozostało w kraju, a 20% opuściło go bezpowrot­nie, osiedlając się za morzem. Biorąc pod uwagę równoczesne z emigracją zamorską przesiedlanie się Polaków wgłąb Rosji, a napływ do Królestwa elementu rdzennie rosyjskiego, żydow­skiego i niemieckiego, staje się zrozumiałem wspomniane już przesunięcie w stosunkach demograficznych Królestwa na nie­korzyść ludności polskiej z 73.7 % na 72.1% w 1914 roku.
¹) Rocznik Statystyczny, Rok 1915.
-40-
Wprawdzie rosyjskie spisy nie budzą większego zaufania, jed­nak posługiwanie się mało ścisłemi zestawieniami rosyjskiemi jest o tyle usprawiedliwionem, że przedewszystłriem rozcho­dzi, się nam o poznanie, jaki wpływ wywarło wychódźtwo na tendencję rozwoju ludności polskiej. Jak się okazało i w cen­trum narodu polskiego był to wpływ ujemny.¹)
Na podstawie powyższych fragmentów, dotyczących tyl­ko 18 lat, Królestwa i jego ludności polskiej.można dojść do pewnych naogół problematycznych wniosków. Z pewnem prawdopodobieństwem można ocenić, że od ukończenia wojen napoleońskich do wybuchu ostatniej wojny, wychódźtwo bez­powrotne ludności polskiej tylko z Królestwa, nie wliczając przesiedlenia się wgłąb Rcsji., wyniosło około 850 tys. osób. Natomiast całe wychodźtwo z Królestwa, a więc ludności pol­skiej, żydowskiej i innej przekroczyło w. tym .okresie zapewne liczbę 1,100 tysięcy osób. W tej fali Polacy reprezentowali  77%, a zatem odsetek o 4-5% większy od swego stosunku % % do ogółu ludności Królestwa. Natomiast ilość Polaków, którzy bezpowrotnie opuścili wszystkie ziemie, wchodzące w skład b.cesarstwa rosyjskiego, jak już wspomniano, przypusz­czalnie dosięgła 950 tysięcy osób. Do tego przypuszczenia upoważnia analiza całego wychodźtwa z państwa rosyjskiego do Ameryki, które w okresie od 1820 r. do 1918 r. zamknięte zostało sumą 3,310.003 osób. W tej sumie, na podstawie obser­wacji .poszczególnych lat,' Żydzi reprezentują przeszło 35%, Polacy blisko 29%, a reszta przypada na narodowości, żyjące głównie na zachodnich obszarach b.cesarstwa rosyjskiego. Uwzględnienie w powyższych cyfrach wychodźtwa zarobkowe­go, a więc powrotnego, zwłaszcza polskiego, kompensuje wychodźtwo bezpowrotne do innych części świata, a więc przedewszystkiem do Ameryki Południowej.
Powyższe obliczenia dla braku lepszych danych sta­tystycznych, nie mogą sobie rościć aspiracji do dużej ścisłości i nasuwają szereg wątpliwości, których się nie omawia, aby już dość skomplikowanego obrazu jeszcze więcej nie zaciemniać. W rezultacie otrzymujemy hipotezę, że około 950 tysięcy Pola­ków, w stuleciu poprzedzającem wojnę, z pobudek gospodar­czych opuściło granicę b. państwa rosyjskiego, aby w innych krajach szukać lepszego dachu i swobody. Z tej masy główna część, t. j. 85%, podążyła do Stanów Zjednoczonych, Ameryki, spora część od 10-15-%- do innych krajów kontynentu ame­rykańskiego, głównie do Brazylji, a reszta rozproszyła się po pozostałych częściach świata. Poza znikomymi okruchami wychodźtwa  politycznego,  które  za  statystyką  amerykańską dostały się do tej rachuby, jest to wychodźtwo ludowe, kiero­
wane prawie wyłącznie pobudkami natury gospodarczej.
')  Urzędowe  rosyjskie   zestawienia  statystyczne   zostały   poddane analizie  krytycznej przez Główny Urząd Statystyczny Rzplitej.    Według v opinji G. U. S., ludność Królestwa wynosiła przed  wojną około  12  milj. z czego ludność polska 9,2 miljona.
-41-
W porównaniu z Wielkopolskami Małopolską wychodźtwo z b. zaboru rosyjskiego wykazuje większy odsetek elementu_miejskiego, ponieważ w ruchu wychodźczym miąszkańcy_wsi reprezentowali około 80%, a mieszkańcy miast około. 20% całej fali emi­gracyjnej. Przyczyną tego dużego odsetku miejskiego są prze­silenia przemysłowe, o których była już mowa.     
Osobną kartę w wychodźtwie, do pewnego stopnia bez-powrotnem, na polskich ziemiach b. zaboru rosyjskiego zajmu­je przymusowe i dobrowolne przesiedlanie się wgłąb Rosji, i ruch ten sięga głęboko w znaną przeszłość historyczną. Emi­gracja gospodarcza na wschód datuje się od upadku powstania styczniowego, kiedy rząd rosyjski począł rugować Polaków z urzędów publicznych, dając im posady w głębi Rosji. Brak wyższych szkół w kraju, a służba wojskowa i łatwość zarobku dla pracy kwalifikowanej, pociągały liczne rzesze polskie do przesiedlenia się zrazu czasowego, a z biegiem lat i stałego w dalszych prowincjach rosyjskich. W przeciwieństwie więc do emigracji na zachód, rekrutującej się przeważnie z chłopów i robotników," wychodźtwo do Rosji było przesiedlaniem się inte­ligencji i pracy kwalifikowanej, która wywoziła nietyle swe  dłonie robocze, co przedewszystkiem swą wiedzę i wiadomości zawodowe. Dopiero w ostatnich latach przed wojną, rozwinęła się emigracja sezonowa do gubernji wewnętrznych, głównie robotników rolnych, których liczba oscylowała około 5 tysię­cy osób rocznie. Emigracja przesiedleńcza wynosiła przed wojną okrągło 600 tysięcy osób, a losy jej będą jeszcze przed­miotem dalszego omówienia.
Dość równorzędnie z wychodźtwem bezpowrotnem po­częło się rozwijać w Królestwie wychodźtwo czasowe, głównie do polnych robót sezonowych. Ruch ten, ze skromnych rozmia­rów w ciągu ćwierćwiecza do wybuchu wojny, nabrał tak ży­wiołowego charakteru, że bezpośrednio przed wojną do samych tylko Niemiec wychodziło na roboty polne około 350 tysięcy osób. Sposobność tę stworzyło rosnące uprzemysłowienie kra­jów zachodnio - europejskich i to w tempie tak szybkiem, że, jak już wspominaliśmy, w Niemczech w ciągu jednego dwu-dziestopięciolecia, przemysł pochłonął i zurbanizował 10 miljonów rodzimych robotników rolnych. Proces ten przeszła już była Anglja, a przechodziła w słabszym stopniu Francja, oraz zachodnie kraje b.Monarchji austro-węgierskiej. Powstają ogniska fabryczne, które lepszą pracą, mieszkaniem i uroz­maiceniem życia miejskiego odciągają całe rzesze robotników ze wsi. Z drugiej strony rolnictwo przechodzi do uprawy roślin przemysłowych, wymagających znacznej ilości robocizny ręcz­nej. Wskutek coraz więcej intensywnej kultury rolnej, rósł po­byt na prace polne, co się zbiegało z gromadzącym się zbiornikiem  bezużytecznych rąk roboczych na ziemiach Królestwa i Małopolski.

-42-
Poczynały się sąsiedzkie prądy emigracyjne. Robotnik polski z zaboru pruskiego udawał się do ognisk prze­mysłowych okręgu westfalsko-nadreńskiego lub lepiej płatnych robót polnych w głębi Niemiec, a na opróżnione miejsce zjawił się robotnik z pogranicznych powiatów, najpierw z Królestwa, a następnie z Małopolski.
Zapoczątkowany w ten sposób ruch wychodźczy przybie­rał coraz szersze kręgi, tak, że rząd pruski wydał w 1886 r. zakaz sprowadzania obcopoddanych robotników polskich do jakichkolwiek robót. Wskutek tych rugów około 40 tysięcy Polaków zostało nagle skazanych na wydalenie z granic państwa.  Wymogi gospodarcze wzięły jednak górę, tak, że rząd pruski cofnął w 1890 r. powyższy zakaz, lecz sprowadził sze­reg uciążliwych ograniczeń, stosowanych tylko do obcopoddanych Polaków. Z tych przepisów wyjątkowych posiadały do­niosłe znaczenie zwłaszcza dwa ograniczenia:
1) Polaków można było zatrudniać tylko od 1 lutego do 20 grudnia każdego roku. W konsekwencji tego przepisu Po­lacy zmuszeni byli do opuszczania na ten czterdziestodniowy okres czasu granic Niemiec. To  zarządzenie tzw.    Karenz Zeit, miało na celu przeciwdziałanie osiedlania się Po1aków w granicach Rzeszy i mimo  protestów pruskich Izb rolniczych, zostało utrzymane, do wybuchu wojny.
2)   Polaków wolno było zatrudniać w Prusach Zachodnich i Wschodnich, Poznańskiem i na Śląsku w rolnictwie i jego zaję­ciach pobocznych, nadto w hutach, kopalniach i innych przed­siębiorstwach wielkiego  przemysłu; w pozostałych zaś czę­ściach Niemiec jedynie w majątkach ziemskich i przedsiębior­stwach z rolnictwem związanych. W 1907 r. zaprowadzony zo­stał przymus legitymacyjny dla robotników zagranicznych, który w początku obowiązywał w Prusach i sąsiednich drobnych księstwach, a w 1909 r. rozciągnięty został również i na Saksonję.    Aczkolwiek  przymus  legitymacyjny .dotyczył  w  zasa­dzie wszystkich robotników zagranicznych, w praktyce stosowany był z całą bezwzględnością wobec imigrantów polskich. Wydawanie legitymacji i administracja zagraniczną armją ro­boczą spoczywała w ręku pruskiej „Arbeiterzentrale", której
działalność będzie przedmiotem osobnego omówienia.
_ Mimo tych grobli administracyjnych, brutalności trakto­wania, wielu szykan i krzywd, wychodźtwo sezonowe z Kró­lestwa wzrastało do wybuchu wojny niezwykle intensywnie. Tempo tego rozwoju ilustrują dane statystyczne, zebrane" w Roczniku Statystycznym Królestwa Polskiego za rok 1914 i 1915. Gdy w roku 1890, a więc w roku otwarcia bram prus­kich, wychodźtwo sezonowe do Niemiec wynosiło zaledwie 17.275 osób, to w r. 1900 wzrasta do 119.284 w 1908 r. do 235,074, a w 1912 r. do 322 tysięcy. Są to cyfry nisko szacowane w po równaniu z datami  rosyjskiego  oddziału statystycznego  przy, departamencie  celnym.
-43-
Daty tego urzędu podają następujące liczby robotników rolnych z Rosji w Niemczech:
1898            71,427           1903         274,124     
1901          228,014            1905         397,024
Według „Statystyki  Polski”,   opierającej  swe  zestawie­nia na więcej miarodajnych wykazach   legitymacji   wydanych przez „Arbeiterzentrale" dla zatrudnionych    robotników    zagranicznych, napływ Polaków z zaboru rosyjskiego do Niemiec w latach 1909 - 1913 był następujący:  '
Lata')           Rolnictwo          Przemysł             Ogółem.
1908/9               196.995             15.244 2              12.239
1909/10              223.711           16.168              238.879
     1910/11           237.720             15.423               253.143
1911/12              259.293           22.521           281.314
1912/13            261.729           24.100              285.829
W wychodźtwie do Niemiec mężczyźni i kobiety prawie się równoważą. Według Rocznika Statystyczn. olbrzymia więk­szość wychodźców do Niemiec stanowili robotnicy rolni i tak w 1904r. 96,2% ogółu wychodźców pracowało na roli, a tylko 3,8% w fabrykach i przy robotach kolejowych. Na podstawie powyższej tabelki stosunek obu kategorji robotników zmienia się po chwilowej przerwie na korzyść robót w przemyśle, wy­nosząc w r. 1908/9-7,2% w r. 1909/10 - 6,7%, w r. 1910/11 — 6,1%, w roku 1911/12 - 7,3%, w roku 1912/13 - 8,4%. Przemysł zatem niemiecki mimo trudności administra­cyjnych spoczynał w coraz większej skali absorbować niekwalifikowany materjał roboczy z Królestwa. Według Rocznika Statystycznego w 1912 r. wychodźtwo sezonowe do Niemiec wynosiło 322 tysiące. Zachodzi zatem sprzeczność z wyżej podanemi zestawieniami, opartemi na obli­czeniach „Arbeiterzentrale”, której przyczyna leży w temże jak już wzmiankowano, przymus legitymacyjny dla robotników zagranicznych nie obowiązywał we wszystkich krajach Rzeszy Niemieckiej. Z powodu powyższego, dalej unikania kontroli Centrali, przekradania się tajnego przy rozpiętości granicy nie­mieckiej oraz na podstawie przytoczonych i innych źródeł cy­frowych, można sezonowe wychodźtwo polskie z zaboru rosyj­skiego do Niemiec szacować okrągło na 350 tysięcy osób rocznie.
¹) Rok rozpoczyna się od 1 października.
-44-
Według intensywności ruchu sezonowego do Niemiec w 1912 roku, gubernie dają się zestawić w następującym porządku:

Gubernia
Wychodźtwo
Ludność¹)
Stosunek %
Kaliska
117.000
1.317
9%
Płocka
36.000
706
5%
Kielecka
34.500
1.042
3,3%
Łomżyńska
18.000
650
2,8%
Piotrkowska
46.000
    2.268
2,0% .
Radomska
22.000
1.149
1,9%
Lubelska
21.500
1.579
1,3%
Suwalska i
4.500
652
0,7 %
Warszawską
18.500
2.269
0,68%
Siedlecka
4.000
1.024
0,4%
W ruchu sezonowym do Niemiec najsilniejszy udział brały zatem gubernie graniczne. Najwybitniejsze miejsce zajmowała gubernia Kaliska, wysyłając aż 9% swej ludności, co tłomaczy się nie tylko sąsiedztwem niemieckiem, lecz i gęstością zaludnie­nia i skarłowaceniem własności drobnej. Drugie miejsce zajmuje gubernia Płocka, a trzecie Kielecka. Najmniej objęte tym ru­chem były gub. Siedlecka, Warszawska i Suwalska.
Poza wspomnianem już wychodźtwem sezonowem do gubernij wewnętrznych Rosji, głównie robotników rolnych w ostatniem dziesięcioleciu rozwinęło się wychodźtwo sezonowe do Danji, które wynosząc w 1904 r. 824 osób, wzrosło w 1908 r. do przeszło 4.000 osób i zapewne przed wojną oscylowało około tej liczby. Wśród innych odruchów wychodźtwa sezonowego względnie czasowego, na większą uwagę zasługuje jeszcze emi­gracja do Szwecji, Francji, Belgji, Szwajcarji i Węgier. Te wę­drówki do innych krajów zagranicznych poza Niemcami, mo­bilizowały około 20.000, zlewały się z jednoczesnem lub już wyżłobionem wychodźtwem z Małopolski i dlatego będą przed­miotem wspólnego omówienia. Sumując wszystkie objawy wy­chodźtwa sezonowego na podstawie źródeł cyfrowych, docho­
dzimy do bilansu, że około 370 tysięcy, osób rocznie udawało się do pracy sezonowej poza granicami Królestwa, w czem same Niemcy absorbowały blisko 95% całej fali. Wśród wychodźtwa sezonowego góruje zatem natężeniem obieżysastwo do nie­mieckiego sąsiada, pociągając około 350 tysięcy sił roboczych rocznie. Ruchem sezonowem Królestwa zajmiemy się obszer­niej łącznie z obieżysastwem z Małopolski, ponieważ, jak już wspomniano, oba objawy prawie równocześnie powstały, jedna­kowe przechodziły koleje losu i uległy likwidacji z wybuchem wojny.
   
¹) Ludność w styczniu 1913 roku w tysiącach.
-45-
W fali wychodźczej z ziem polskich b. zaboru rosyjskiego, toczyły się równieżv części innych narodowości, a więc przede-wszystkiem żydowskiej, a w skromniejszej skali narodowości rusińskiej. Obie narodowości reprezentują przeszło 20% ludno­ści Rzeczypospolitej, więc ze względu na współczesny układ et­nograficzny państwa, również  tymi dwoma prądami wychodźczy­mi żywo interesować się musimy. Dla braku jednak danych. statystycznych, bliższe cyfrowe ustalenie rozmiaru tego wy­chodźtwa jest trudne do ujęcia. Z poprzedniej dyskusji wiemy, że Żydzi stanowili około 35% całej emigracji z państwa rosyj­skiego do Ameryki, a więc przeszło 1 miljon, brak jednak podstaw do obliczenia, jaka część tej cyfry przypadła na ziemie, polskie. Z powodu tych trudności, emigracji żydowskiej i rusiń­skiej z ziem polskich zasadniczo nie będziemy rozbijać na fazy historyczne, lecz dla treściwego omówienia tematu, zagadnieniu temu w dalszym ciągu poświęcimy aktualne wzmianki.
5. Emigracja z zaboru austriackiego.
Najpóźniej ze wszystkich dzielnic rozwinęło się wychodź-iwo z Małopolski, a to z powodu odległości od dróg morskich* i zacofania gospodarczego kraju. Przez pierwsze stulecie pod panowaniem au9trjackiem, nad krajem ciąiył zastój kulturalny i gospodarczy. Ludność w przeważnej części poświęcała się rolnictwu które stało na poziomie nader niskim. Rękodzieła, prze­mysł i handel słabo rozwinięte, absorbowały szczupłą ilość mieszkańców, a nad wszystkiemi dziedzinami górowała ciasna biurokracja. Pierwszym krokiem sanacyjnym było zniesienie poddaństwa, i pańszczyzny chłopów, co pociągnęło za sobą  stopniową poprawę stosunków rolniczych, handlowych i prze­mysłowych. Postęp jednak w organizacji gospodarczej był tak powolny, że jeszcze w 1888 roku Stanisław Szczepanowski w swej znamiennej książce pt. ,,Nędza Galicji”obliczał, że w kraju ginie z nędzy około 50 tysięcy ludzi rocznie. Rezultat swych spostrzeżeń Szczepanowski streścił twierdzeniem, że każdy Galicjanin, w porównaniu z krajami zachodniej Europy, pracuje za ćwierć człowieka, a natomiast jada za pół człowie­ka. Ilustracją fatalnego stanu gospodarczego pozostało przelu­dnienie kraju, a przedewszystkiem wsi, oraz skarłowacenie gospodarstw małej własności.
Według spisu ludności w 1900 r. Galicja liczyła 7.316.000 mieszkańców, zaczem na 1 kim kw. wypadało przeciętnie 93 osób. W roku 1910 ludność wzrosła do 8.025.675 z przeciętną liczbą 102 osób na 1 klm kw. Dla porównania należy przyto­czyć, że ówcześnie na 1 kim. kw. w przemysłowem Królestwie wypadało około 98 osób, a w rolniczej Wielkopolsce około 70 osób. Przeludnienie dotyczyło czysto rolniczych powiatów jak:



-46-


Przeworsk, Rzeszów Tarnów z ilością mieszkańców od 120-140 na 1 kim. kw. W 1900 roku z rolnictwa żyło w Małopolsce 76,82% całej ludności, a więc około 5.600.000 ludzi, gdy stosu­nek ten dla Królestwa wynosił 57 % dla Poznańskiego 54 %, dla całej Austrji 52%, dla Danji 45%, a dla Niemiec 34 % ¹) Stosunki rolne w Galicji poczęły przybierać charakter czegoś wyjątkowego w Europie, A jednak mimo tego nadmiaru rąk ro­boczych, glony ustępowały zbiorom całej Austrji, nie robiąc już porównania z Wielkopolską, Danją i innymi krajami. Do końca bytu Galicji sprowadzano znaczne ilości zboża., ponieważ własne zapasy nie wystarczały na wyżywienie ludności, szybko wzrastającej. Według „Statystyki Polski" naturalny przyrost ludności zwiększał się, wynosząc w dziesięcioleciu 1881—1891 przeciętnie 11,3‰, w dziesięcioleciu 1891-1900 przeciętnie 14,57 ‰ a już w 1901 r. dosięgnął 16,2‰. Wstęp zatem do XX wieku poczynał się pod znakiem b. silnego przyrostu natural­nego, co musiało budzić jedno z zarzewi do znacznego ruchu wychodźczego.
Za przeludnieniem poszło silne rozdrobnienie gospjodarstw wiejskich. Jeszcze daleko przed uwłaszczeniem ustrój agrarny doszedł w Galicji do stanu stagnacji pod wpływem reform róz-poczętych w XVIII wieku, a niedokończonych i nierozwiniętych, W Galicji już w XVIII wieku chłop cierpiał z powodu nadmiernego rozdrabiania posiadanego gruntu. Pozatem po­wstawał liczny proletarjat rolny, wytwarzając ferment spo­łeczny, którego wyrazem była rzeź galicyjska w 1846 roku. Uwłaszczenia dokonała ostatecznie rewolucja marcowa w Wie­dniu z 1848 roku. Dalsza ewolucja struktury agrarnej poto­czyła    się    po    linji    pogarszania    się    stosunków.     Wśród ogółu gospodarstw, gospodarstwa, które miały poniżej 2 hekta­rów, wynosiły w 1859 roku 35,6‰ a w roku 1902 ilość tych karłowatych gospodarstw wzrosła do 42,3% ²) Przeludnienie
rolnicze wyrażało się rozpadaniu się większych gospodarstw, oraz zwiększaniu się liczby gospodarstw karłowatych. Na rozpy­lanie ziemi wpływała parcelacja wielkiej własności pod wpły­
wem pieniędzy, czerpanych z emigracji, oraz na skutek podziałów spadkowych. Wyrazem tego rozdrobienia jest stan w 1902 roku, w którym gospodarstwa poniżej 5 hektarów stanowiły
prawie 80% ogółu gospodarstw, gdy ten stosunek w 1859 roku wynosił jeszcze 60% 2). Według Rocznika Statystycznego, struk­tura agrarna. Małopolski w porównaniu z dwiema pozostałemi
dzielnicami w latach poprzedzających wojnę przedstawiała się
następująco:
Małopolska   Królestwo Poznańskie.     
Ogólna liczba gospodarstw                     1.008.541    1.101.961       204.952
Przeciętna wielkość gospod.                     7,0 ha r    11,0 ha       12,4 ha
Przeciętna wielkość gospo­
darstwa  chłopskiego                              3,8 ha         8,0 ha        4,5 ha
¹) Z. Ludkiewicz: Kwestja roJna w Galicji.
²) Wl. Grabski: Społeczne gospodarstwo agrarne w Polsce.


-47-

            W Królestwie przeważającym typem są gospodarstwa, chłopskie obszaru 2-5 ha, stanowiące 39,2% ogólnej liczby gospodarstw, oraz średnie gospodarstwa chłopskie obszaru 5-20 ha., i 33,1% ogółu. W Poznańskiem jest najwięcej ma­łych parcel poniżej ½ ha, stanowiących 35,13% ogółu gospodarstw oraz średnich gospodarstw chłopskich od 5-20 ha, a 24,81% ogółu gospodarstw. Natomiast w Małopolsce przeważającym typem są gospodarstwa karłowate od  ½ ha — 2 ha, a 35,46 % ogólnej liczby i gospodarstwa niesamodzielne od 2-5 ha, wzgl. 37,34%, zaczem te dwie kategorje stanowią 72,8% ogółu gospodarstw rolnych. Mimo tego rozdrobnienią gruntów, Grabski oblicza, że liczba ludności bezrolnej w Małopolsce wynosiła oko­ło 25% ogółu ludności rolniczej, co wprawdzie wynosiło mniej niż w innych zaborach, lecz wobec rozpylenia ziemi było dla miejscowych stosunków agrarnych objawem wysoce charakterystycznym. Spis ludności w 1910 roku wykazał w Małopolsce 1.526.925, osób, zajętych samodzielnie w rolnictwie i leśnictwie, z czego na gospodarzy przypadało 1.110.808, na robotników tj, służbę folwarczną 233,392, na wyrobników względnie ko­morników 182.725 osób, zaczem bezrolny proletarjat wynosił  26% ogółu zarobkującej ludności rolniczej. Według Kempnera, liczba bezrolnych z rodzinami w Małopolsce wynosiła w 1914 roku około 1½_miljona osób, z czego na wieś przypadło 1.220.000 a reszta na miasteczka.
Drugą wielką klęską w Małopolsce jest szachownica gruntów. W końcu 1911 roku było w Małopolsce 19.340.341 ¹) parcel gruntowych katastralnych, przyczem według powszechnej opinji liczbą istotnych parcel jest dwa razy większą^od ka­tastralnych. Z tego, przy przeszło miljonie samodzielnych włoś­cian, wypada, że przeciętnie jedno gospodarstwo ma swój grunt _ w 35 kawałkach. To rozczłonkowanie gruntów idzie nadto w parze z wadliwym kształtem poszczególnych parcel, posiadają­cych postać długich, a wąskich pasków t. zw, sznurów. Szacho­wnica gruntów daje nieskończony szereg zatargów i procesów, nadmierną ilość miedz i marnotrawstwo czasu i środków, gos­podarczych. Wymownem wyrazem złego ustroju agrarnego by­ło pieniactwo, płynące ze swarów sąsiedzkich o miedzę, grusz­kę, wypas bydła itp. Według D-ra Caro było w 1903 roku w Małopolsce procesów drobiazgowych 555.873, gdy w równych

¹) Grabski – jak wyżej

-48-

co do ilości mieszkańców, w Czechach 104,252, a; zatem w Ma­łopolsce w porównaniu z Czechami o 5% razy więcej. Podobnem niedomaganiem było nadzwyczaj wybujałe lichwiarstwo, ćo łącznie z pięniactwem prowadziło do marnotrawstwa gro­sza, a częściej i ruiny materjalnej. Zato b, Galicja miała pod ko­niec XIX wieku przeszło 20 tysięcy wyszynków wódki. W tych warunkach agrarnych i społecznych trudno było prowadzić ra­cjonalną gospodarkę, a tylko brak potrzeb kulturalnych i nader skromne wymogi życiowe włościan, umożliwiały znaczny prze­rost ludności. Zły ustrój agrarny nie łagodziły inne pomyślniejsze warun­ki gospodarcze. Przemysł większy rozwijał się słabo i to jako uboczna gałąź rolnictwa. Przemysł ludowy, mimo poparcia, prócz kilimkarstwa i snycerstwa w drzewie nie czynił wiekszych postępów. Dopiero w ostatnim okresie bytu b. Galicji przejawił się wytężony ruch w kierunku uprzemysłowienia kra­ju. Zdawano sobie sprawę z długiego zaniedbania bogactw na­turalnych, których eksploatowanie.dostawało się w ręce obce­
go kapitalizmu. Jak ten proces alienacji dóbr narodowych był
silny, wykazuje  jeszcze stan współczesny,  że  kopalnie  nafty małopolskiej do wysokości około 85% znajdują się w posiada­niu zagranicznego kapitału. Również handel w ostatnich la­tach począł się ożywiać i unaradawiać. Wśród społeczeństwa wzrastało  ciążenie ku stanowiskom w handlu i przedsiębior­stwach. Ten zwrot ku komercjalizacji był dość spóźniony, tak jak spóźnione były reformy socjalne i współdzielczość, aby proletarjatowi i półproletarjatowi wiejskiemu.zapewnić znośne wa­
runki bytu na miejscu.  Wobec małej ilości warsztatów  pracy a nadmiaru lud­ności, zarobki były wprost głodowe.    Sposobności do zarobku było mało. Tylko w większych majątkach ziemskich i to pod­czas żniw i zbioru kartofli otwierała się możność krótkiego i nędznego zarobkowania.    Zatrudnienie zatem było czasowe w okresie robót polnych, a poza tym okresem widoki zdobycia pracy były minimalne. I te istniejące szansę zarobku utrud­niały liczne święta kościelne    względnie źle  zrozumiana po­bożność. Ankieta przeprowadzona przez krajowe  biuro  sta­tystyczne we Lwowie w 1870 r. wykazywała, że wolnych dni od pracy było w 34 powiatach 100-120 a w 22 powiatach 120 - 150, a w 16   powiatach 150-200 ¹).    Stosunki te do końca bytu b,  Galicji uległy stosunkowo niewielkiej zmianie. Struktura zatem gospodarcza była nad wyraz zacofana, co hamowało postęp kultury, lecz z jej pierwszymi darami i perspektywami wyjazdu rodziła się chęć poprawy bytu. Przemały więc  liczne podniety do wychodźtwa,  które rozniecała jedna  plaga,   szczególnie  rozwinięta w  Małopolsce  tj.   sieć agentów i subagentów okrętowych, złożona z najgorszych ele mentów.
  
¹) Caro jak wyżej.

-49-

Był to prawdziwy handel żywym towarem,  płatny  zależnie  od ilości głów, dostarczonej  kompanjom okrętowym.  Wynagradzanie agentów i ich pomocników wahało się od 5 do 20. i więcej koron od głowy. Używali zatem wprost wyrafi­nowanych sposobów i kłamstw, aby zwiększyć  swe źródła dochodu. Gorsze były liczne bezkarne oszustwa, praktykowa­ne na naiwnym emigrancie, podczas jego przygotowań do wy­jazdu i podróży. Do naturalnych zatem przyczyn wychodźtwa, płynących z zacofania gospodarczego i nędzy materjalnej łą­czyła się sztuczna podnieta różnych szumowin społecznych, po­szukujących łatwego zarobku na ludzkiej biedzie.   Gromadziły się więc w  Małopolsce  wielorakie  przyczyny, które  poczęły mobilizować ludność do wychodźtwa. Pierwsze poważniejsze odruchy wychodźcze za ocean ja­wią się w Małopolsce około 1880 r. i to najpierw w woje­wództwie krakowskiem, gdzie ustrój agrarny najwięcej niedomaga i dokąd nadciągał podniecający wpływ sąsiedzkiej emi­gracji czeskiej. W dziesięcioleciu od tego roku, ruch wy­chodźczy z Małopolski wzrasta, lecz w ogólnym wychodźtwie z Austrji do Stanów Zjednoczonych Ameryki, które od 1880-1890 r. waha się w ramach od 30 - 80 tysięcy rocznie, zajmu­je jeszcze skromny odsetek. Dopiero od 1891 datuje się stop­niowo szybkie zwiększanie się wychodźtwa zamorskiego. W latach od 1891-1895 r., liczba emigrantów polskich z Małopolski do Ameryki nie przekracza jeszcze 5 tysięcy osób rocznie, natomiast w drugiej połowie tego dziesięciolecia wzrasta szybko, dochodząc w 1900 r. do 22,802 osób. W roku 1896 przechodzi Małopolska swą gorączkę brazylijską, która porwała do południowej Ameryki około 20 tysięcy osób i pod­nieciła również wychodźtwo do Stanów Zjednoczonych Ameryki
Podobnie jak w emigracji polskiej z zaboru rosyjskiego, ruch ten na przełomie XX wieku nabiera więcej żywiołowego charakteru. W zachodniej Małopolsce emigracja najsilniej ogarnęła wspomniane już powiaity o niezwykłem przeludnieniu rolniczem, ujęte ramionami rzek Dunajca, Wisły, Dolnego Sa­nu i Wisłoki. Z tego ogniska ruch wychodźczy posuwa się na wschód, ogarniając zwłaszcza okolice położone wzdłuż linji ko­lejowej Kraków - Lwów, a wreszcie wschodnią Małopolskę. Podobnie, jak w Wielkopolsce, powoduje poważne straty w polskiem posiadaniu narodowem, zwłaszcza, iż stosunek obu emigracji polskiej i rusińskiej wykazuje bezwzględną przeszło dwukrotną przewagę żywiołu polskiego nad emigracją rusińską. Sprowadza to groźne osłabienie żywiołu polskiego na linji Sanu, wzdłuż drogi Przemyśl  - Lwów i w środkowych powiatach wschodniej Małopolski. Stosunek wychodźców na każde 10 tysięcy mieszkańców, wyrażał się przed wojną w cyfrach nastepujących: Polaków 100, Żydów 74, Rusinów 42. Biorąc pod uwagę, że liczebność narodowości polskiej i rusińskiej przed wojną wyrażała się stosunkiem okrągłym 5 ; 4, to przy wychodźtwie do Ameryki stosunek 10:4 wykazuje niekorzystne kształtowanie się napięcia emigracyjnego dla narodowości polskiej.

-50-

Dla ustalenia odsetku Polaków w austryjackiej fali wy­chodźczej, posługiwanie się statystyką amerykańską nie prowa­dzi - przynajmniej we wcześniejszych latach - do pewnych rezultatów, gdyż splot językowy b. Monarchji  sprawiał ame­rykańskim urzędnikom imigracyjnym szczególną trudność, tak, że nietylko narodowość, ale również i język potoczny niejedno­krotnie notowany był jako austryjacki. B. Monarchja dostar­czyła Ameryce W ciągu niespełna wieku 4,068,448 emigrantów. Polacy w tej fali wychodźczej narówni ze Słowakami i Kroatami stanowią nieproporcjonalnie duży odsetek, wykazując pra­wie dwukrotnie silniejszy ruch wychodźczy, aniżeli inne naro­dy, wchodzące w skład b. Monarchji. Według zestawień D-ra Caro, opartych na ludności b. Monarchji i statystyce imigracyjnej amerykańskiej w latach od 1899 - 1910 r. w stosunku, do żyjącej w krajach b„ Węgier współplemiennej ludności, najwyż­szą była emigracja słowacka z odsetkiem 15,5%, oraz kroacka z 11,48% ogółu swej ludności, a natomiast w krajach b. Austrji w pierwszym rzędzie szła emigracja polska z odsetkiem 8,71%, później dopiero żydowska z 8,4%, w dalszym szeregu rusińska z 3,69%, na końcu czeska 1,55%.  Wobec przeciętnej straty w ludności, poniesionej na skutek emigracji do Ameryki w po­wyższych latach przez b.Monarchję w wysokości 4,92%, to straty polskie z 8,7% są prawie dwukrotnie wyższe.
W okresie od r. 1899-1914, wedle statystyki amerykań­skiej - przybyło z zaboru austryjackiego 594,665 Polaków. W poprzednich latach 1895 do 1898 statystyka rejestruje 32,824 przybyszów z Galicji i Bukowiny w przeważającej liczbie Pola­ków. Uwzględniając lata wcześniejsze, oraz przeoczenia sta­tystyki amerykańskiej można wyrazić przypuszczenie, że licz­ba Polaków z zaboru austryjackiego dosięgła przed wojną cyfry 650 tysięcy. Cyfra ta zredukowana o reemigrację dość skład­nie pokrywa się ze statystyką austryjacką, opartą na spisach ludności. Reemigracja z Ameryki była żywa, zwłaszcza w la­tach poprzedzających wojnę. Na tej podstawie Dr. Caro obli­cza, że przeciętnie 30% emigrantów z b. Monarchji z zarobioną gotówką powracało do kraju. Uwzględniając jednak emigra­cję wtórną i początkowo wybitnie osadniczy charakter wy-chodźtwa można na podstawie amerykańskie? statystyki reemigracyjnej wypośrodkować, że reemigracja z Ameryki do Mało­polski oscylowała około 20% całej fali wychodźczej. Tą dro­gą otrzymuje się cyfrę około 130 tysięcy reemigrantów, a około 520 tysięcy emigrantów polskich bezpowrotnie osiadłych w Ameryce.

-51-

Natomiast około 80 tysięcy równorzędnie z emigra­cją do Stanów Zjednoczonych Ameryki wyemigrowało na sta­łe do innych krajów głównie do Ameryki Południowej i Ka­nady, co cyfrę bezpowrotnego polskiego osadnictwa podwyż­sza do 600 tysięcy. Według austryjackich spisów ludności, ubytek przez emigrację przedstawiał:
1881 — 1890          1890 — 1900          1901 — 1910          Ogółem
W liczb,   w %%     W liczb,   w %%    W liczb,   w %%      W liczb.    
absol                      absol.                     absol.                       absol.

67,460       1,13      302,703      4,58      4C8.416      6,67       858,579
Według powyższego zestawienia, Małopolska straciła przez emigrację w cyfrach absolutnych w ciągu 30 lat 858,579 ludzi, a więc blisko 11 % ludności. Przyległe cyfry procentowe wskazują, jak tempo emigracji w każdej dekadzie silnie wzra­stało. Zestawienie powyższe nie obejmuje jednak czterech lat poprzedzających wojnę t. j. r. 1911-1914. W tych latach tylko wychodźtwo polskie austryjackiego zaboru dostarczyło Ameryce 164,146 osób. Biorąc tę cyfrę za podstawę do dal­szych spekulacyjnych obliczeń, dochodzi się do wniosku, że wychodźtwo bezpowrotne porywało z Małopolski tuż przed wojną około 70 tysięcy osób rocznie, a więc prawie, 1% ludno­ści. W ciągu pierwszego dziesięciolecia XX w. (1901-1910) według austrjackiego spisu ludności z 1910 r., przyrost natural­ny ludności w Małopolsce wyniósł 1,198,279 osób, z czego prze­padło na rzecz emigracji 488,416 osób. Przy 7,315,939 ludności w 1900 r. przyrost naturalny w tym dziesięcioleciu wynosił więc 8,7‰ rocznie, z czego emigracja porwała 6,7 ‰. W czterech latach poprzedzających wojnę ubytek w przyroście naturalnym na skutek emigracji dochodzi do 8,7°/00, a więc emigracja pory­wała przeszło połowę przybytku naturalnego. Sumując omawiane 4 lata, które dały emigrację w wyso­kości około 280 tysięcy osób do poprzedniej kwoty 858,579 i uwzględniając    wypadki    sporadycznego z Małopolski  wychodźtwa   przed   1881   rokiem,   otrzymuje   się   bilans   około 1.450.000 osób, które bezpowrotnie opuściły Małopolskę w okresie masowego ruchu wychodźczego, głównie do krajów zamorskich. W tym podatku    ludzkim,    Polacy   partycypowali kwotą około 600 tysięcy osób, a więc 52%, Rusini około 350  tysięcy, względnie 30%, a Żydzi około, 200 tysięcy, względnie 18%.   Natomiast udział Polaków w ludności Małopolski wy­nosił w  1910 r. około 48%, Rusinów 40%, Żydów 11 proc. a Niemców 1%. Z porównania powyższych dwuch kategorji cyfr procentowych wynika, że udział Polaków w wychodźtwie był  o 4% wyższy od udziału w ludności Małopolski, Żydów o 7% wyższy, a natomiast Rusinów o  10%  niższy.    W powyższem zestawieniu, uwidacznia się  duża  nieproporcjonalność w wy chodźtwie obu głównych elementów ludności Małopolski t.j Polaków i Rusinów oraz wysoki udział Żydów.
-52-
To ostatnie zjawisko znajduje wytłomaczenie w dużym odsetku Żydów, bo­ 11 % w kraju rolniczym, w emancypacji gospodarczej wsi, oraz ruchliwości, zdolności adaptacyjnej i solidarności rasy ży­dowskiej, która łatwo się przenosiła do innych prowincji b. Mó-narchji, do krajów zachodniej Europy, a zwłaszcza do krajów amerykańskich, głównie do Stanów Zjednoczonych Ameryki.
Prawie równorzędnie z wychodźtwem bezpowrotńem, głównie zamorskiem, poczęło się rozwijać w Małopolsce wy-chodźtwo czasowe, sezoirowe. Wychodźtwo zamorskie okaza­ło się jeszcze niedóstatecznem lekarstwem na proletaryzację wsi, nadmiar ludności i niedostatek zarobku. Wysokie koszty przejazdu morzem, hamowały liczne zamiary, więc gdy ślę otwarlaw pobKzu~śposobność lepszego spieniężenia swych rąk roboczych,  mnogie rzesze robotników poczęły rozpraszać się ,. po krajach sąsiednich. Sposobnością tą było otwarcie wrót niemieckich w 1890 r. Od tego roku poczyna się silne /wy­chodźtwo sezonowe do. Niemiec, a z tego głównego prądu z czasem drobniejsze strumyki rozlewają się po innych krajach, sięgając przed wybuchem wojny już do Francji.
Wyłania się poważna trudność cyfrowego ustalenia roz­miaru wychodźtwa do Niemiec. Gdy dla Królestwa są do dy­spozycji, naogół mało ścisłe rosyjskie, zestawienia statystyczne, to dla Małopolski do końca XIX w. brak jest jakichkolwiek dat. Z pewnem prawdopodobieństwem można przyjąć, że w ostat-niem dziesięcioleciu XIX w. ilość wychodźców wahała się w ra­mach od 10 — 40 tysięcy. Dopiero prowadzone od 1902 r; zestawienia urzędów policyjnych austryjackich w Oświęcimie i Szczakowej, mimo niedokładności, pozwalają na obserwację dynamiki wychodźczej. Według tych zestawień wychodźtwo sezonowe z Małopolski dawało następujące cyfry; 
1902 —   41,725             1908 — 157,669  
1904 —    58,900            1910 — 309,029
1906—110,639               1911—330,520   
Cyfry powyższe, obejmujące również Rusinów i różne kierunki wychodźtwa, wykazują zatem niezwykle silne tempo rozwoju emigracyjnego, są jednak z wielu względów mało mia­rodajne i nie dają interesującego nas podziału na emigrację pol­ską i rasińską. Więcej miarodajne i pouczające są cyfry. „Arbeiterzentrale", lecz są niższe od istotnych, ponieważ, jak już wspomniano, przymus legitymacyjny wprowadzony w r. 1907 nie obejmował wszystkich krajów Rzeszy Niemieckiej a zwłaszcza Bawarji, a powtóre wielu wychodźcom udawało się omijać tę niewolniczą kontrolę. Ilość wydanych przez „Arbei­terzentrale" legitymacji dla robotników polskich z Małopolski z podziałem według ich zatrudnienia oraz dla robotników pol­skich z  Królestwa i Rusinów,  przedstawiała się następująco:

-53-

Małopolska w  r.   1908/9     1909/10     1910/11     1911/12      1912/13   
Rolnictwo                  62,813        65,493        61,236        56,346       56,910
Przemysł                   17,795        17,954        16,331        19,505       18,169
Razem                      80,608        83,447        77,567        75,851       75,079
Królestwo            .    212,239       239,879       253,143       281,814      285,829
Ogółem                   292,847       323,326       330,710       357,665      360,900
Rusini z Młp.         75,102           81,956        82,718        77,911       91,395
W pięciu przytoczonych latach, polskie wychodźtwo se­zonowe z Małopolski do Niemiec wahało się od 75-83 tysięcy rocznie. Z powodów, już poruszonych przy omawianiu wychodźtwa z zaboru rosyjskiego do Niemiec należy tę cyfrę zaokrąglić do 100 tysięcy, pracujących tuż przed wojną na rzecz sąsiada-niemieckiego 1). Analiza powyższych cyfr wykazuje, że robotni­cy polscy z Małopolski w szerszym zakresie pracowali w prze­myśle, aniżeli z Królestwa, ponieważ ten odsetek u pierwszych wahaj się od 20,9°/0 do 25,6°/0, gdy u drugich od 6,l°/0 do 8,4%, a zatem materjał z Małopolski był lepiej przygotowa­ny do więcej kwalifikowanej pracy w przemyśle. Co do składu osobowego stosunek obu płci prawie się równoważył. Polska fala wychodźcza z Małopolski do Niemiec z biegiem lat wi­docznie słabnie, co jest wynikiem wysiłków miejscowego spo­łeczeństwa polskiego, aby pracę polską ustępować na rzecz więcej przyjaznych krajów. Wzrasta natomiast wychodźtwo z Królestwa, gdzie agitacja werbunkowa nie spotkała się z żadnem zorganizowanem przeciwdziałaniem. Tak samo wychodź­two rusińskie posiada tendencję zwyżkową, z powodu fawory­zowania go przez organy pruskie ze .względów politycznych.
„Arbeiterzentrale"   wystawiła   w   1912/13   roku   ogółem 767.215 legitymacji robotnikom zagranicznym   różnej    narodowości, z czego na narodowość polską przypadło 360.900, a więc polski robotnik reprezentował w Niemczech prawie połowę zagranicznej siły roboczej. Z tej polskiej armji robotniczej 318.639 przybyszów,  a więc  88%   pracowało w rolnictwie,   a  42.261 względnie  12%   znalazło zatrudnienie w przemyśle. Stosunek ten dla innych cudzoziemskich robotników był wprost odwro­tny w porównaniu z proporcją polską, a dla Rusinów podział na obie dziedziny pracy: przemysłową i rolniczą, rozkładał się dość równomiernie. Z powyższej analizy wynika, jak w intencji czynników pruskich leżało spychanie narodowości polskiej do najcięższych i najgorzej płatnych zajęć rolnych.
Po zamknięciu rachunku dla Małopolski, nasuwa się moż ność zbilansowania całego wychodźtwa sezonowego na rzecz gospodarstwa niemieckiego
¹) Żadna statystyka nie wykazuje tak wielkich rozbieżności, jak cy­fry dotyczące pohkiego wychodźtwa sezonowego z Małopolski do Niemiec.
-54-
Wychodźtwo to miało charakter jednostkowy, ponieważ porywało we wszystkich zaborach prze­ważnie dorastającą młodzież obu płci z pewną drobną przewagą chłopców. Z zestawień poprzednich wynika, że Wielkopolska dostar­czała około 50 tysięcy robotników, opuszczających jej granice
etnograficzne dla pracy w głębi Niemiec, a zabór rosyjski ze swym kontygentem około 350 tysięcy osób stanowił główną armję tej kategorji polskiej pracy. Sumując do tych cyfr kwotę
małopolską, otrzymuje się liczbę 500 tysięcy wychodźców pol­skich, mobilizowanych czasowo przez niemiecki rynek pracy. W tej mobilizacji niektóre cyfry się kompensują, ponieważ war­
sztaty pracy w Wielkopolsce, opuszczone przez robotników pol­
skich na rzecz pracy w dalszych prowincjach niemieckich, zaj­mowali najmici z Królestwa i Małopolski. Ta wymiana rąk ro­
boczych nie łagodzi wysokiego napięcia emigracyjnego, wywo­łanego ówcześnie pobudkami natury wyłącznie gospodarczej. Na dzieje tego napięcia i losy wędrowców prawie decydujący
wpływ miała wspomniana już „Arbeiterzentrale".Działalność pruskiej „Arbeiterzentrale” zasługuje na po­święcenie jej szczególnej uwagi, ponieważ była nieoficjalnym organem pruskiej polityki imigracyjnej, przez swe sieci prze­puszczała przed wojną kilkaset tysięcy robotników polskich, a w związku zawartym w styczniu 1926 roku prowizorycznym układem z Niemcami zaktywizowanie działalności „Arbeiter­zentrale" w stosunku do wychodźców polskich, czyni poznanie tego organu pruskiego z historycznej perspektywy szczególnie przedmiotowem. Genezą tej instytucji było stowarzyszenie1), powstałe z inicjatywy hakatystów i pod protektoratem rządu pruskiego, mające na celu ze względów antypolskich sprowa­dzenie Niemców, osiadłych zagranicą, celem zatrudnienia ich w rolnictwie względnie osadzenia na kolonjach robotniczych. Wobec nikłych rezultatów stowarzyszenie zrezygnowało z pla­nów kolonizacynych, w 1905 roku przekształca się na „Deu­tsche Feldafbeiterzentralstelle", a następnie na „Arbeiterzen­trale” i stawia sobie za cel dostarczenie pracodawcom pruskim robotników zagranicznych. Mimo zmiany etykiety i celu, pier­wotne założenie polityczne nie znika z programu, aby ruch przychodźczy ująć w karby zgodne nietylko z interesami gospo­darczymi, lecz i narodowościowa polityką pruską -Centrala miała dążyć do zcentralizowania akcji, prowadzonej poprzednio na polu werbowania robotników zagranicznych przez biura po­średnictwa pracy pruskich izb rolniczych i przez agentów pry­watnych. Wprawdzie centrala nie usunęła konkurencji, jednak w wysokim stopniu zmonopolizowała podaż zagranicznej pracy.

¹)   „Zentralstelle   zur   Beschaffung  deutscher   Aussiedler 'und   Feldarbeiter".

-55-
Dopiero po wybuchu wojny rząd pruski nadał centrali wyłącz­ny monopol na sprowadzanie robotników zagranicznych.
Centrala rozpoczęła swą działalność od założenia urzę­dów1 pogranicznych w miejscowościach, przez które przepływał prąd wychodźczy. Każdy urząd miał swój werbunkowy okręg terytorjalny. Z 51 urzędów pogranicznych, Centrala miała 23 rozmieszczonych na granicy rosyjskiej i austrjackiej, które po­dlegały 5 inspektoratom, mającym za zadanie kontrolę admini­stracyjną i studjowanie konjunktury na rynku pracy krajów1 są­siednich. Władzę urzędów na pograniczu rosyjskim i austrjackiem wzmacniał wspomniany już przymus legitymacyjny, wpro­wadzony pod koniec 1907 roku wyłącznie, zrazu prawnie a na­stępnie faktycznie, dla emigrantów polskich. Robotnik polski z Królestwa i Galicji z reguły nie mógł swobodnie bez posiada­nia legitymacji poszukiwać pracy w   Prusach,   a  legitymację otrzymywał, gdy się wykazał posiadaniem zawartego już z pra­codawcą niemieckim kontraktu, lub przyjął kontrakt ofiarowa­ny przez urząd pograniczny. Tylko na tej podstawie wydana le­gitymacja upoważniała robotników do wjazdu wgłąb Niemiec do oznaczonego miejsca zatrudnienia i tu niewolniczo wiązała go z pracodawcą. Bez adnotacji w legitymaji nie wolno było róbotnikowi pod rygorem wydalenia z Prus opuszczać praco­dawcy i gdzieindziej szukać zarobku. Był to obmyślany do naj­drobniejszych szczegółów handel białymi niewolnikami. Proce­dura miała na celu poruszenie przez agitację wielkich mas lu­dności, aby przez podaż licznych rąk obniżyć zarobki, co zostało uwieńczone zamierzonym skutkiem, ponieważ w latach przed wybuchem wojny warunki pracy i płacy uległy pogorszeniu. W praktyce Centrali leżała intencja, aby „ludzki towar maga­zynować i kruszyć", ponieważ przynosiło to duże zyski materjalne, a w skruszonym robotniku łamało odporność na bezpra­wie.  Odebranie swobody ruchu zdawało robotnika na łaskę pracodawcy i władz, na wielostronne nadużycia, szykany i bru­talne obchodzenie. Ten targ ludzki służył poza pobudkami na­tury gospodarczej do przemycania celów politycżnych, w szczególności do siania nienawiści wzajemnej wśród polskich i rusińskich przybyszów z b. Galicji. Na straży zaś polityki germanizacyjnej wewnątrz Niemiec stał wspomniany już „czas karencyjny", zmuszający robotników polskich do opuszczenia granic na okres conajmniej czterdziestodniowy.
Poza głównym prądem, płynącym na roboty czasowe do Niemiec, poczęły sobie żłobić koryto inne mniejsze objawy wy­chodźtwa przeważnie sezonowego. Pod tym względem Mało­polska wykazuje większą przedsiębiorczość, aniżeli Królestwo. Gdy z Królestwa fala wychodźcza toczyła się dość jednostronnie za ocean, ku Rosji i Niemcom, to z Małopolski kadry wy­chodźcze rozbiegają się w licznych kierunkach: za ocean, do Niemiec, Danji, Szwecji, Francji, Belgji, Szwajcarji, Czech, nie­mieckiej  Austrji,   Węgier,   Bośni,   Rumunji, a nawet   Wołynia i          Podola, z czasem pociągając swym przykładem rodaków za kordonem. Tymi drobnymi objawami zajmiemy się tylko ze sta­nowiska statystycznego, aby dojść do przedwojennego bilansu cyfrowego.

-56-

Do tego tematu częściowo powrócimy jeszcze przysposobności  ogólnej   lustracji naszych  wychodźczych  skupień zagranicą według ich stanu i doniosłości w dobie dzisiejszej.
Powtóre od obowiązku głębszej społecznej analizy wychodźtwa przedwojennego zwalnia podstawowa i na głębokiem doświadjczeniu  oparta praca Józefa  Okpłowicza p. t.  Wychodźtwo
i osadnictwo polskie przed wojnąświatową".
Ruch wychodźczy z Małopolski do Danji rozpoczął się w 1893 roku, zainicjonowany pierwszą partją 400 robotników, do uprawy buraków. Ze względu na rzetelne traktowanie i do­bre zarobki, ruch wychodźczy mimo geograficznej odległości wzrasta do około 5 tysięcy w 1905 roku, a przeszło 10 tysięcy w 1911 r. W 1913 r. urzędowe duńskie zestawienie szacowało ilość robotników polskich na 12 tysięcy, a ks. Mytkowicz na 18 tysięcy, zaczem pewnemu prawdopodobieństwu odpowiada średnia cyfra 15 tysięcy. Była to emigraca rolnicza z dominu­jącym odsetkiem kobiet, dochodzącym do 80%. Do sąsiadującej z            Danją południowej Szwecji ruch wychodźczy w nieco więk­szych rozmiarach zaczął się około 1905 roku i przed wybuchem wojny oscylował koło półtora tysiąca osób z Małopolski i Kró­lestwa. W konkluzji dochodzi się do cyfry 16,5 tysiąca emigran­tów polskich w omówionych dwóch krajach skandynawskich.
Wychodźtwo do Francji było zorganizowaną reakcją prze­ciw traktowaniu polskiego społeczeństwa i robotnika w Pru­sach. Pierwsza partja małopolskich robotników rolnych wyje­chała do Francji z wiosną 1908 roku.
Próby instalacji na roli francuskiej wypadły niekorzystnie i stąd wychodźtwo doszło przed wojną do stosunkowo skrom­nych romiarów.około 8 tysięcy ludzi, w czem było około 1.500 osób z Królestwa. Kobiety zajmowały odsetek skromny, około 20%. Niezależnie od wychodźtwa do robót rolnych, równocze­śnie powstała emigracja robotników przemysłowych zrazu z Westfalji i Nadrenji, a następnie ze Śląska i Zagłębia Dąbrow­skiego, której sukcesy nie były lepsze od pierwszej kategorji wychodźtwa. Nie wciągając do rachuby Westfalczyków, jako wychodźców wtórnych, aproksymatywnie oryginalne wychodźtwo przemysłowe oscylowało około 3 tysięcy, dając w sumie z wychodźtwem rolnem przeszło 11-tysięczną polską armję ro­boczą we Francji. Po włączeniu paruset robotników przemysło­wych w Belgji, a w Szwajcarji w liczbie przeszło 2 tysięcy, otrzymuje się około 13,5 tysiąca ludzi, pracujących powyższych krajach unji latyńskiej. Wychodźtwo do Czech w zorganizowanej formie rozpo częło się w 1908 roku i dotąd wzrastając stale doszło w 1913 r. do cyfry około 15 tysięcy, zajętych przeważnie w rolnictwie.

-57-
Młodszą od wychodźtwa do Czech była emigracja sezonowa do niemieckiej Austrji, datująca się w większych rozmiarach dopiero od 1910 roku. Liczba tej emigracji sięgała przed wojną do 4 tysięcy, a włączając wędrownych robotników przemysło­wych do 5 tysięcy. W tej grupie krajów austrjackich wychodź­two sezonowe wynosiło "zatem około 20 tysięcy osób przeważnie z Małopolski, przy drobnym udziale południowo-zachodnich po­wiatów Królestwa. Osobno" toczyła się emigracja mniej lub wię­cej osiadła urzędników państwowych, handlowców, robotni­ków przemysłowych i rzemieślników, których liczba sięgała przed wojną 150 tysięcy, z czego na Wiedeń przypadała poło­wa, a reszta na Morawską Ostrawę i inne ośrodki miejskie i przemysłowe.
Wychodźtwo do Węgier nosiło charakter tak przesiedleń­czy, jak sezonowy i mimo długiej granicy sąsiedzkiej nie przy­brało większych rozmiarów, aczkolwiek rozpoczęło się jeszcze
20 lat przed wojną. Ruch sezonowy rekrutował się przeważnie z niekwalifikowanych robotników i najemników rolnych i kiero­wał się do środkowych żupanatów przykarpackich. Wobec bra­ku więcej ścisłych danych statystycznych można w przybliżeniu obliczać, że wychodźtwo czasowe pociągało na drugą stronę Karpat około 10 tysięcy rocznie. Wychodźtwo przesiedleńcze,
uwzględniając kolonje miejskie, zwłaszcza w Budapeszcie, oraz ruch osadniczy górali podhalańskich,- na Spiż i Orawę dosięgało przed wojną do cyfry 40 tysięcy osób, w czem przybysze z Kró­
lestwa po 1905 roku poczęli reprezentować pewien, naogół nie­znaczny odsetek. Osobną kartę stanowi osadnictwo .w Bośni chłopów małopolskich. Osadnictwo to toczyło się od 1890 roku
różnemi drogami i losami, a w końcowym wyniku dało 11 tysięcy ludności polskiej, osiadłej w 1910 roku w Bośni. Nie można jeszcze pominąć milczeniem cyfry około 5 tysięcy polskich ro­
botników, pracujących czasowo przy robotach rolnych, obsłu­dze bydła, w gorzelniach, a częściowo w górnictwie naftowym w krajach, otaczających wschodnią Małopolskę, a więc na Wo­
łyniu, Podolu i Rumunji, które również pochłonęły pewną ilość wychodźtwa osiadłego. Bilans zatem wychodźtwa do Węgier,
Bośni, Wołynia, Podola i Rumunji zamyka się przed wojną okrągłą cyfrą 15 tysięcy wychodźców sezonowych i przeszło 50 ty­sięcy wychodźców osiadłych.
6. Bilans ogólny emigracji polskiej.
Przeprowadzone studja statystyczne dozwalają na ułoże­nie następującego bilansu- polskich strat, poniesionych przez wychodźtwo osiedleńcze i stopień sezonowej mobilizacji lu­dności onlskiei w momencie wybuchu wojny w tysiącach osób:

-58-

Zabór pruski.
Zamorskie bezpowrotne 600, wewnętrzne-przesiedleńcze 650, wewnętrzne sezonowe 50.
Zabór rosyjski.
Zamorskie bezpowrotne 950, wewnętrzne-przesiedleńcze 600, sezonowe do Niemiec 350.            
Zabór austrjacki.
Zamorskie  bezpowrotne 600,  wewnętrzne-przesiedleńcze, 200, sezonowe do Niemiec 100.
Sezonowe z zaboru rosyjskiego i austrjackiego do: Rosji 5, Danji i Szwecji 16,5, Francji, Belgji i Szwajcarii 13,5, Czech i niemieckiej Austrji 20, Węgier, Bośni, Wołynia i Podoła, oraz Rumunji 15 tysięcy osób.
Łącznie wychodźtwo sezonowe do tych krajów poruszało 70 tysięcy, w czem zabór rosyjski partycypował kwotą 20 tysię­cy, a zabór austrjacki 50 tysięcy.
Powyższe zestawienie posiada szereg niedomagań, stresz­czających się głównie w tem, że samo zjawisko wychodźtwa jest mało uchwytne,oraz, że źródła podstawowe, dotyczące ludności polskiej z przyczyn już omówionych są mało ścisłe, stąd wiele cyfr musi być opartych na mniej lub więcej spekulacyjnych przypuszczeniach. Jednak bilans ogólny już nam niezbędny dla . oceny, jaki wpływ wywarło wychodźtwo na zwartość plemienną. Tak samo w tym celu potrzebną jest nam liczba ludności pol­skiej. Jest to zadanie trudne do skonstruowania.
Polityka państw zaborczych wysilała się w kierunku obniżenia liczebności polskiej. Powtóre w skład państw zabor­czych weszły poza rozbiorami ziemie częściowo polskie, jak oba Śląski, Prusy Wschodnie, Bukowina, wzgl. w obrębie zaboru przeszły inną ewolucję historyczną, jak Kresy Wschodnie, co łącznie wyłania niepokonalne trudności w poszukiwaniu liczb trzonu polskiego i drzazg, odpadających z powodu wychodźtwa. Z drugiej strony wojna spowodowała szereg doniosłych zmian ludnościowych na ziemiach polskich, a pierwszy spis ludności, dokonany w odrodzonej Polsce 30 września 1921 roku i to dla braku Górnego Śląska niekompletny, jest raczej podstawą do
przyszłych, na nowym spisie opartych, studjów demograficznych polskich. Stąd eliminowanie wielu przedwojennych usterek jest niemożliwe, a powtóre dla swej drobiazgówości załamałoby, ra­my wychodźczej monografji. W ogólnym przekroju usterki się kompensują, dając w grubszych konturach obraz wychodźczej ewolucji polskiej.
W chwili wybuchu wojny układ stosunków ludnościowych dla narodu polskiego przedstawiał się wprost    katastrofalnie.

-59-


Trzon narodu liczył około 19,5 miljonów na ziemiach polskich etnograficznie skupionych1). Za podstawę tego obliczenia przyjmuje się zestawienia statystyczne państw zaborczych 2), ich korektę według profesora E. Romera 3) i wynik spisu z dnia 30 września 1921 r. Na podstawie tych źródeł można dojść do wniosku, że zabór pruski w sześciu rejencjach 4) liczył przed wybuchem wojny około 3,8 mil}, ludności polskiej. Zabór austryjacki po wyeliminowaniu narodowości żydowskiej5) obej­mował 4,3 milj., z czego na Małopolskę przypadło 4 miljony a reszta na Śląsk Cieszyński, Spiż, Orawę i Bukowinę. Wreszcie dla zaboru rosyjskiego należy przyjąć cyfrę 11,4 milj., z czego Królestwo obejmowało 9,2 milj.. a 2,2 milj. Kresy Wschodnie, przyczem po polskiej stronie granicy ryskiej, zgodnie ze spisem z 1921 r. pozostało 1,4 milj. a reszta po stronie rosyjskiej. Nato­miast w momencie wybuchu wojny wychodźtwo zamorskie po­niosło 2,150,000 a wewnętrzne-przesiedleńcze 1,450,000 osób, wobec czego upust krwi wyniósł 3,600,000. Napięcie zaś za­morskiego ruchu wychodźczego było tak silne, że w roku sta­tystycznym 1912/13, przybyło Polaków do Stanów Zjednoczo­nych Ameryki 174,365, w 1913/14 r. 122,657. W świetle tych cyfr można przyjąć, że w latach bezpośrednio poprzedzających woj­nę, wychodźtwo polskie do wszystkich krajów zamorskich wa­hało się od 130 - 180 tys. osób 6). Gdy się uwzględni, że przed" wojną przyrost naturalny polski wynosił około 320 tysięcy rocz­nie, to okaże się, że wychodźtwo bezpowrotnie ponosiło połowę przyrostu, przyczem niektóre części kraju jak np. gubernja Suwalska, traciły prawie cały przybytek ludności. Analiza etno­graficzna wszystkich trzech zaborów stwierdziła, że nastąpiły w nich pod wpływem wychodźiwa przesunięcia ludnościowe bardzo niekorzystne dla żywiołu polskiego. Z pnia narodowego poczęły się wskutek wychodźtwa od­rywać gałęzie i liście tak silnie, że trzon tuż przed wojną liczył 85%, a rozrzucone po świecie drzazgi 15%.
¹) Ilość Polaków oblicza! Romer (1912) na 21,800,000, Thugutt (1915) na 23,140,000, Grabski (1915) dochodzi do tej samej cyfry, wstawiając udział emigracji w wysokości 3 milj., Romer (1917) na 25,995,000 a łącznie z emi­gracją 28,155,000.
²) Rocznik Statystyki R. P. 1920/21.
3) E. Romer.    Ilu nas jest?    Kraków  1917.'
4). Bydgoska, poznańska, gdańska, kwidzyńska, olsztyńska i opolska.
5) Ludność żydowska zgodnie z austryackiem terminem języka to­warzyskiego (Umyangssprache) prawie wyłącznie zaliczała się do narodo­wości polskiej.
6) Natomiast wychodźtwo zamorskie wszystkich narodowości z ziem •wchodzących w skład obecnej Rzeczypospolitej oscylowało okołb K tniljo-na osób, w czem Polacy partycypowali około 55%, Żydzi 35%, Rusini i in­ne narodowości 15%.
-60-
Gdy się uwzględni przyrost naturalny ludności polskiej na obczyźnie, można śmiało przyjąć, że w momencie wybuchu wojny naród polski stracił 20 % swych członków. Natomiast wychodźtwo czasowe wprawiło w około 570 tysięcy, a więc 2,9% ludności polskiej1). Wskutek ru­chu centralistycznego ku odrodzonej Polsce trochę z tych drzazg wróciło do pnia narodowego; wojna wybuchła zatem w szczęśliwym momencie, hamując coraz groźniejszy dla skupienia narodowego proces.
W tym procesie najpoważniejsze straty poniósł zabór pru­ski, tracąc na rzecz wychodźtwa zamorskiego 11,9%, a  we­wnętrznego 12,9 %, zatem 24,8 % czyK ćwierć swej ludności pol­skiej. Drugie miejsce zajmuje zabór austryjacki, ze stratą za­morską 11,8%, a wewnętrzną 3,9%, łącznie 15,7 °/0. Stosunkowo najmniejszy ubytek miał zabór rosyjski, oddając wychodźtwu zamorskiemu 7,3%, a wewnętrznemu 4,6%, razem 11,9% swej ludności polskiej. Natomiast udział zaboru pruskiego w wychodźtwie zamorskiem wyniósł 28%, a w całem przesiedleń-czem, a więc zamorskiem i wewnętrznem 35%, zaboru austryackiego 28%, wzgl. 22%, a zaboru rosyjskiego 44°/0, wzgl. 43%. Wychodźtwo sezonowe mobilizowało przed wojną 570 tys. ludności polskiej, z czego na zabór pruski przypadało 50 tysięcy, rosyjski 370 tys. austryjacki 150 tys. W ogólnym przekroju, jak już wspomniano, wychodźtwo sezonowe poruszało 2,9% ludności polskiej. W tej mobilizacji najsłabszy udział brał zabór pruski z odsetkiem 1,3% swej ludności, a 9% ogółu wy­chodźtwa sezonowego, następnie rosyjski z odsetkiem 3,2% ludności, a 65% ogółu wychodźtwa sezonowego, a najsilniejszy procentowo udział brał zabór austryjacki z odsetkiem 3,5% ludności a 26% ogółu wychodźtwa sezonowego.
Z omówionych trzech kategorji ruchu wychodźczego: za­morskiego, wewnętrznego-przesiedleńczego i sezonowego naj­więcej ciągła była bezpowrotna emigracja zamorska na konty­nent amerykański w sumie 2,150,000 osób. Ta gałąź narodu polskiego podlega stopniowej asymilacji po oddaniu drobnej tylko części z powrotem na rzecz pnia narodowego. Ruch za ocean miał początkowo charakter wyraźnie przesiedleńczy, stosunek bowiem mężczyzn do kobiet, w drugiej połowie XIX w. przybyłych do Ameryki wynosił 6:4. Dopiero na przełomie XX w. ruch ten, z równoczesną ewolucją amerykańskiego ryn­ku pracy, nabiera również charakteru sezonowego i stosunek płci  przesuwa   się   na  korzyść   mężczyzn   według   skali   7:3.
¹) Są to cyfry dotyczące wyłącznie ludności polskiej, biorąc zaś pod uwagę inr;e narodowości zamieszkujące współczesną Rzeczpospolitę, nie­wątpliwie wychodźtwo sezonowe mobilizowało tuż przed wojną 600 — 700 tysięcy osób.

-61-

Według amerykańskiej statystyki ilość osób, przybywających po raz wtóry do Ameryki, wśród Polaków w bieżącym wieku wynosiła około 7 %, stosunek zaś reemigrantów wahał się rocz­nie w granicach od 15% do 35 % zależnie od warunków na rynku pracy, wykazując jednak w latach, bezpośrednio poprzedzają­cych wojnę światową tendencję zniżkową. Z tego rysu staty­stycznego i na podstawie innych obserwacji można przypusz­czać, że emigracja z Królestwa w całym przekroju historycznym przeciętnie odrzucała z powrotem około 15 %, emigracja z Mało­polski 20%, jako reemigrantów. Stosunek ten dla Kanady i Ameryki Południowej przedstawiał się znacznie gorzej przypuszczalnie w wysokości 5%. Mimo tej redukcji, haracz polski na rzecz całego kontyngentu amerykańskiego wyniósł przeszło 2 miljony osób, z których część zrobiła i to naogół niepomy­ślną próbę powrotu do odrodzonej Polski.
Statystyka Stanów Zjednoczonych Ameryki dozwala na bliższą analizę materjału ludzkiego, dostarczonego przez naród polski. Opuszczała kraj ludność w wieku najbardziej produk­tywnym, gdyż wychodźcy w wieku od lat 14 do 44 stanowią około 82%, ponad 45 lat 5%, dzieci do lat 14 -13 °/o- Na­tomiast emigrowała ludność mało zasobna, ponieważ w wieku bieżącym przeciętnie każdy przybysz z Polski wykazywał się posiadaniem w gotówce dol. 15. Stanowi to jednak poważną kwotę 21,573,913 dol., naogół mało miarodajną. Według bo­wiem opinji statystyki amerykańskiej kwota ta musiała być daleko wyższa, aby zadość uczynić choćby postanowieniom ustawy imigracyjnej, dotyczącej kwoty pieniężnej, ktcrej posia­daniem każdy imigrant musiał się legitymować. Statystyka amerykańska pozwala dalej scharakteryzować ten polski ruch wychodźczy jako ruch familijny i gromadzki, ponieważ przyby­sze przybywali prawie wyłącznie do krewnych i znajomych i tak np. z liczby 274,018 Polaków, przybyłych w latach 1908, 1909, , i 1910 z Austrji i Rosji, 243,115, jechało połączyć się z krewny­mi, 27,679 ze znajomymi, zaś samodzielnie przybyło zaledwie 3,324. Powtóre czwartą część przybyszów w tych latach miała opłacany przejazd przez krewnych i to subwencjonowanie przybycia w tym samym rozmiarze utrzymuje się w latach na­stępnych. Wychodźtwo polskie stanowiły masy ludowe i stąd rewelacje statystyki amerykańskiej wykazują znikomy odsetek zasobnych i wyszkolonych przybyszów.
Dotyczy to w szczególności wychodźtwa z Królestwa i Ma­łopolski. Natomiast z Wielkopolski emigrowałal ludność stosun­kowo więcej zasobna i kulturalna, która, posiadając fundusze i przy dogodnej ówcześnie konjukturze agrarnej najliczniej osiadała na roli, a pozatem do dnia dzisiejszego stanowi po­ważny odsetek Polaków, zajmujących wybitniejsze stanowiska w społeczeństwie polsko-amerykańskiem. Z Królestwa i Ma­łopolski  przybywały  natomiast  poza  małym  odsetkiem  inteligencji i rzemieślników, masy biedne i mało wyszkolone i dla­tego dotycząca głównie tych przybyszów, statystyka amerykań­ska odzwierciadla w porównaniu z innymi narodami społecznie nieszczególny obraz.

-62-
I tak z pośród 949,064 Polaków, przyby­łych w latach 1899 -1910 do kategorji wolnych zawodów na­
leżało tylko   1,332  osób, robotników    kwalifikowanych    było 47,462,  robotników niekwalifikowanych  335,617,    robotników rolnych 228,508, innych zajęć  (np, służących)  135,511, bez za­jęcia (włączając kobiety i dzieci) 200,634.    Natomiast z pośród 831,303 osób o ukończonych 14 latach ani czytać, ani pisać nie umiało 304,675 czyli 35,4%.    W każdym razie w  porównaniu
ze stanem oświaty, rejestrującym w Królestwie 60%, a w Małopolsce 40%   analfabetów, materjał    ludzki,    przybywający do Ameryki  był  więcej  oświecony,   co   cyfrowo  potwierdza,   jak
silnie oświata wpływa na chęć zmiany nieznośnych warunków bytu.    W ogólnym przekroju wędrówka za ocean    porywała masy ludowe ze znikomym odsetkiem inteligencji, a zbyt szczu-1
płym odsetkiem rzemieślników i kwalifikowanych robotników, przemysłowych.   .Zupełnie odmienny obraz przedstawia wewnętrzne w za­borach wychodźtwo przesiedleńcze. Pomijając masowe osad­nictwo w okręgach przemysłowych Westfalji i Nadrenji i skrom­ne osadnictwo włościańskie w Bośni w sumie około 410 tysięcy, pozostały ruch był to exodus jednostek zawodowo wyszkolonych, które wgłąb państw zaborczych pociągały lepsze widoki zarobku, służba publiczna, lub przymus polityczny. Ta fala wychodźcza sięgała przed wojną po miljon osób, które z, biegiem lat byłyby uległy asymilacji z obcem otoczeniem. Ten proces rozpylania się narodowego przerwała wojna w momen­cie dość szczęśliwym, kiedy przesiedlanie nie zapuściło jeszcze zbyt głębokich korzeni. Wśród zmienionych warunków poli­tycznych,, społecznych i gospodarczych nastąpiło naogół skrom­ne scalanie się tych oderwanych cząstek z trzonem narodu. Obserwacja dwu wyżej omówionych typów wychodźtwa prze­siedleńczego wykazuje zasadnicze niedomaganie w strukturze emigracji polskiej, jakiem była rozbieżność obu kierunków. Nieoświecone masy włościaństwa i proletarjatu miejskiego po­dążały za ocean, mało przygotowane do twardej walki na zie­mi obiecanej, bez światlejszych przyjaciół i doradców, ponie­waż wyszkolone warstwy miejskie, którym ta rola społeczna przypada w udziale, opuszczały kraj w innym kierunku ge-ograficznym. Wskutek    rozbieżności    obu  kierunków    wychodźtwo polskie mimo, że należało do najliczniejszych, nie po­trafiło zagranicą wytworzyć szybko i organizacyjnie wysokor postawionych osiedli polskich. Brakło ogniw do stopniowego społecznego uwarstwowienia się na wychodźtwie. Wskutek" tego wiele pomyślnych konjunktur wychodźczych zostało bez­powrotnie straconych, organizacje wychodźcze nie wzniosły się na wysoki szczebel doskonałości, a dola wychodźcy polskiego ze wszystkich narodowości należała do najsmutniejszych.

-63-
Wychodźtwo sezonowe nie przynosiło wprawdzie więk­szych strat ludnościowych, lecz wobec swego spontanicznego rozmiaru wnosiło duże rozluźnienie obyczajów na wieś polską.
Masa 550-600 tysięcy osób przeważnie młodych mężczyzn i dziewcząt wydobywała się z pod surowej kontroli wioskowej i porwana w prąd życia koczowniczego ulegała łatwemu ze­
psuciu moralnemu i fizycznemu. Nawet z tej fali pozornie po­wrotnej część wychodźców, wprawdzie mała, uległa stracie. Są to wychodźcy sezonowi, których wybuch wony zastał w Niem­
czech i w innych krajach i dla różnych powodów zatrzymał na miejscu, oraz wychodźcy przymusowi, bezkarnie rekwirowani przez Niemców, w okupowanej części Królestwa. Z tej grupy
wychodźczej mimo odzyskania swobody ruchów około 80 ty­sięcy zaklimatyzowało się w Niemczech i część ich prawdo­podobnie straconą została. Inne odruchy wychodźtwa sezonowego nie pozostawiały większego osadu ludzkiego, aczkolwiek z biegiem lat. po poznaniu stosunków miejscowych, opanowa­
nia języka i dorobienia się oszczędności, pewna drobna częśćosiedlała się na zakupionej roli lub przechodziła na stałe do pracy przemysłowej.                                                                       
Powyższy bilans, rejestruje straty ze stanowiska narodo­wego. Niemniej jest smutny bilans przeżyć wychodźców za­morskich i sezonowych. W psychologji emigranta polskiego leżało uczucie nieśmiałości, bezradności, a po smutnych do­świadczeniach i nieufności nawet do najlepszych rad i wska­zówek. W Polsce zajmował niską pozycję społeczną, więc już z uczuciem niższości kraj opuszczał. Powtóre mało podróżo­wał i zazwyczaj poza horyzont najbliższego miasteczka myślą nie wybiegał. Podróż za ocean zatem była dla niego decyzją, wymagającą dużego napięcia energji i wysiłków oraz doświadczenia, którego nie miał. Decydował się na wyjazd, gdy bieda coraz gorsza w progi zaglądała, za namową krewnych lub zna­jomych już osiadłych za morzem, lub na zachętę agenta okrętowego. W tej decyzji dużo było bezplanowości i lekkomyślności, płynącej z zasady jakoś to będzie". Wzruszony emocjami z przyszłej podróży i horoskopami złotego bytu, stawał się po­datnym łupem wyzysku agentów, karczmarzy, oraz sprytniej­szych rodaków przy tranzakcjach majątkowych i przygotowa­niach do podróży. Powtóre miał wrażenie, że wybierając się tak daleko, dopuszcza się czynu nielegalnego, w czem go ten­dencyjnie wszyscy doradcy utrzymywali. Tajemniczość zabie­gów czyniła go tem więcej bezbronnym wobec apetytów bez wyjątku wszystkich, z którymi przy realizacji swego planu po drodze zetknąć się musiał. Z drugiej strony sam emigrant wy­kazywał zdumiewającą łatwowierność wobec różnych przygod­nych przyjaciół, którzy umieli przemówić do jego psychiki.

-64-
Prace D-ra Caro i Okołowicza opisują rozmiar tej niedoli i wyzysku, którego ofiarą padał wychodźca polski na każdym etapie swej podróży. Opuszczał brzegi europejskie, zepchnię­ty na spód okrętu razem z masą podróżnych, stłoczonych na niskich, obszernych salach międzypokładu (steerage). Nie bez racji utarło się pojęcie towaru ludzkiego celem wypełniania spodów okrętu stłoczoną masą mężczyzn, kobiet i dzieci, śpią­cych na narach wzdłuż ścian i siennikach na podłodze, a nędz­nie karmionych z cebrów. W atmosferze wprost zabójczej, znękany chorobą morską i gorączką, przechodził swego rodza­ju agonję, trwającą czasem parę miesięcy. Towar, wyrzucony na brzegi amerykańskie był tak wynędzniały, że rząd Stanów. Zjednoczonych Ameryki widział się zmuszony kilka lat przed wojną wymóc na kompanjach pewne inwestycje sanitarne, do­tyczące zwłaszcza przestrzeni powietrza, niezbędnego dla jed­nej osoby. Po dobiciu do brzegów amerykańskich nowa gehen­na czekała przybysza, bez względu czy miejscowością lądowa­nia były Stany Zjedn. Ameryki, Kanada, czy Ameryka Połud­niowa. Wszędzie był „greenhornem" t.j. niedoświadczonym przybyszem, którego ograbienie stanowi proceder wielu specja­listów, ochrzczonych na wychodźtwie tak treściwem mianem „łapichłopów". W jednym kraju był przedmiotem wyzysku głównie własnych rodaków, w drugim bezdusznych przedsię­biorców, w pozostałym przedajnej i niedołężnej administracji.
Przy wychodźtwie sezonowem, emigrant polski był bia­łym niewolnikiem w rękach, rekrutującej „Arbeiterzentrale", traktowanym brutalnie na każdym etapie i wyzyskiwanym przy pierwszej sposobności, o ile nadużyć nie hamowała wśród pracodawców obawa utraty niezbędnych rąk roboczych. Wszędzie czy za morzem, czy na kontynencie europejskim, emigrant polski wśród armji innych przybyszów, spychany był do najcięższych i najgorzej płatnych robót. Gdy się przebiega myślą historję polskiego ruchu wychodźczego, widzi się ciągle wiele zniszczonych egzystencji, tę prawie tragiczną nić niedoli i wyzysku, jak oplata życie emigranta od chwili opuszczenia rodzinnej sadyby, przez przeciąg podróży, pobytu zagranicą i powrotu do Polski. Różna była dola uczestników pogoni za lepszym chlebem, dla jednych, liczniejszych lepsza, dla innych mniej licznych gorsza, w życiu jednak prawie wszystkich były chwile jeśli nie wyzysku i oszustwa, to bodaj głębokiego zawo­du i niedostatku.
Ta niedola zagranicą płynęła z dziejowej doli i również własnej winy wychodźtwa i społeczeństwa polskiego. Państwa celowo nie ujmowały chaotycznego ruchu emigracyjnego, obej­mującego helotów polskich w ramy ścisłego, ochronnego usta­wodawstwa. Niemcy zdobyły się na ustawę, dotyczącą emigracji zamorskiej z dn. 9 czerwca 1897 r., kiedy wychodźtwo zamor­skie z Wielkopolski już się przesiliło. Rosja miała kilka rozporzą dzeń obejmujących tylko wychodźtwo zamorskie, które było dozwolone tylko z portów bałtyckich.

-65-
Austrja poza licznymi projektami nie zdobyła się na ustawodawstwo emigracyjne, ze względu na kwestje drażliwe dla sąsiada niemieckiego. Zasad­niczą przyczyną był brak oświaty, spowodowany celową poli­tyką państw zaborczych i spychający Polaków do rzędu naj­mniej oświeconych narodów Europy. Brak wyszkolenia i do­świadczenia przy dużej pauperyzacji klasyfikował emigrantów do najgorszych posług i czynił ich podatnym łupem dla wszela­kiego nadużycia. Mimo tych braków, emigrant polski wyro­bił sobie opinję pracowitego, fizycznie wytrzymałego i pojętne­go robotnika, gdy został ujęty w karby doświadczonej i rozum­nej organizacji lub gdy twarda walka o egzystencję wymagała napięcia całej inteligencji Przynosił natomiast zagranicę mało wyszkolenia obywatelskiego, karności społecznej i słowności w dotrzymaniu zobowiązań. Odzywał się alkoholizm i skłonność do bijatyki, awantur, zarówno w „salunach" amerykańskich, wendach brazylijskich, czy knajpach niemieckich. Wadą ob­serwowaną zwłaszcza u sezonowych wychodźców, był brak za­miłowania czystości, dochodzący niekiedy do zupełnego nie­chlujstwa. Pracowitości i oszczędności towarzyszą równocześ­nie lekkomyślność w wyborze ryzykownej pracy, w szafowaniu zarobionym groszem, w układaniu planów życiowych. Mimo wielu zalet, te wady często przyczyniały się do obniżenia repu­tacji polskiej zagranicą.
Sporo winy, że przedwojenny bilans wychodźtwa polskie­go wypadł tak niekorzystnie, leżało w obojętności społeczeń­stwa polskiego. Społeczeństwo spoglądało z niechęcią, a często i bezkrytyczną pogardą na najniższe doły społeczne, ośmiela­jące się szukać u obcych lepszego bytu czy zarobku. Po doświad­czeniach brazylijskich wzrasta wprawdzie zainteresowanie, lecz z niem budzą się silne różnice poglądów na celowość wy­chodźtwa, a w rezultacie dalsza bezradność wobec rosnącej fa­li. Bez wyrobionej opinji co do celowości i doniosłości ruchu, przy nieufności władz zaborczych i braku ustawodawstwa, spo­łeczeństwo nie zdobyło się na dostateczną energję w kierunku szerszej akcji obywatelskiej, aby nienaturalnie rozlane, fale ująć w więcej zdrowe i dla kraju korzystne łożysko.
Wielkopolska swą cenną energję zwraca głównie na za­gadnienie migracji w granicach państwa niemieckiego. Króle­stwo ogranicza się do założenia, w Warszawie w 1910 roku „Towarzystwa Opieki nad Wychodźcami", które przetrwało do wybuchu wojny, lecz nie znalazło szerszej popularności wśród społeczeństwa. Towarzystwo redagowało przez dwa lata skromny miesięcznik p.t. „Wychodźca Polski”, który dla bra­ku funduszów został zwinięty, lecz pozostawił inicjatywę, po­myślnie wznowioną w odrodzonej Polsce pod postacią popular­nego tygodnika „Wychodźca".

-66-
Żywszą natomiast akcję na tem polu wykazuje jedynie Małopolska, gdzie rozwija się publicystyka i powstają towarzy­stwa, zajmujące się zagadnieniem wychodźtwa, porusza się programy polityki emigracyjnej i wysyła delegatów na zamor­skie studja. Jeszcze w 1894 roku powstaje we Lwowie „Polskie Towarzystwo Handlowo-Geograficzne", którego dalszym ciągiem jest „Polskie Towarzystwo Kolonizacyjne", a pośrednio i „Związek Kolonjalny Wydawniczo-Wywozowy" z organami  „Przegląd Emigracyjny" i „Gazeta Handlowo-Geograficzna". Ustawą krajową w 1904 roku zostają powołane do życia urzędy pośrednictwa pracy, a wreszcie w 1908 roku powstaje z inicjatywy prywatnej, lecz subwencjonowane przez Sejm Kra­jowy „Polskie Towarzystwo Emigracyjne",,które staje się ko­lebką polskiej myśli i polityki emigracyjnej. Towarzystwo or­ganizuje sieć biur pośrednictwa pracy, biuro informacyjne i sprzedaży kart okrętowych, schronisko noclegowe, redaguje fachową prasę: Przegląd Emigracyjny" i „Pracę", wydaje po­pularne przewodniki dla wychodźców, słowem rozwija planową akcję, aby ruch wychodźczy ująć w ramy organizacji i opieki w interesie narodu i emigrantów. W ciągu sześciu lat swej czyn­nej działalności, Towarzystwo położyło doniosłe zasługi, w bra­ku jednak ustawodawstwa emigracyjnego i przy małej przy­chylności władz wiedeńskich mogło tylko w skromnym zakre­sie wpłynąć na sanację gorączki wychodźczej.
W tych warunkach fala wychodźcza unosiła zbyt wiele ludzi i rzucała ich w niewłaściwym kierunku. Gorączka pory­wała nawet tych, którzy mieli widoki poprawy bytu przez pracę u swoich i dla swoich. Masy ludowe podążały w różne strony świata samopas, bez porady i opieki społeczeństwa, bez kontroli i jakiejkolwiek ochrony zagranicą rządów zabór czych. Przeciwnie wobec zakazów policyjnych i niechęci oto­czenia, rzeka wychodźcza toczyła się raczej pokryjómu, często żłobiąc sobie podziemne koryto. W rezultacie w dobie przed­wojennej nie społeczeństwo polskie decydowało o rozmiarze i kierunku swego ruchu wychodićzego, lecz regulowały go czynniki obce lub wrogie, zgodnie ze swymi interesami mate­rialnymi lub politycznymi. Z tych powodów, wychodźtwo, pol­skie miało charakter emigracji dzikiej, poruszonej różnymi przy­godnymi i sprzecznymi prądami.
Nawet ten chaotyczny ruch, przynosi krajowi pewne ko­rzyści. Wychodźtwo było tym wentylem bezpieczeństwa na krajowym rynku pracy, który łagodził nadmiar rąk roboczych i przynosił poprawę zarobków. Zarobiona gotówka pozwalała małorolnym rozszerzać swe gospodarstwa, a bezrolnym umożliwiała nabywanie gruntu. Dotyczy to prawie wyłącznie emigracji do Ameryki, ponieważ obieżysastwo swe niewielkie oszczędności zwykle konsumowało podczas. bezczynności w zimie i z nastaniem wiosny ruszało po środki do dalszej egzystencji. Pobyt zagranicą rozszerzał horyzont umysłowy, pod­nosił poziom kultury i był motorem postępu wsi polskiej. Te dodatnie strony bilansu emigracyjnego w małym stopniu równo­ważą poniesione straty. Analiza bilansu strat i zysków z emi­gracji będzie jeszcze przedmiotem bliższego omówienia. W świetle jednak przedstawionego rysu historycznego i cyfrowych zestawień jest faktem bezprzecznym, że bezplanowa przed­wojenna emigracja jest jedyną z przyczyn, dlaczego druga Rzeczpospolita nie jest jeszcze organizmem dostatecznie jędr­nym i opartym na silnych fundamentach granicznych.

Nenhum comentário:

Postar um comentário